Przepraszam, żałuję, wybaczcie. Wróciłam! ;)
-
Gdzie on jest? - Powiedziałam pod nosem.
Dzwoniłam
do niego godzinę temu, kiedy jeszcze pracowałam. Powinien już być.
Faceci. Rozglądając się za nim zauważyłam jakiś cień,
wzdrygnęłam się i poczułam chłodny powiew wiatru. Było
spokojnie, zbyt spokojnie. Kątem oka znów zobaczyłam cień. To już
przestaje być zabawne, usłyszałam nadjeżdżający samochód. Pod
budynkiem na przeciwko ktoś stał, kiedy odgłos silnika stał się
wyraźniejszy, pojawiły się światła. Odwróciłam głowę, to
samochód Matta. Wróciłam wzrokiem na miejsce gdzie widziałam
postać, nikogo już nie było. Niepokój został.
- Wsiadaj
mała – powiedział miękko i dopiero po chwili zorientowałam
się, że wysiadł żeby otworzyć mi drzwi. Popieprzyło go.
Wsiadłam do samochodu i zapinałam pasy, poczułam jego ciepłe
dłonie na swoich. - Pomogę – uniosłam głowę i zobaczyłam
jego uśmiech i zielone oczy, Boże.
- Długo
cie nie było, coś cie zatrzymało ? - Spytałam pośpiesznie,
próbując zapomnieć o jego spojrzeniu i chęci całowania go bez
końca. Te szalejące hormony mnie wykończą.
- Szczerze
mówiąc to trochę się zasiedziałem przy Call Of Duty. Wybacz.
- Nieważne
– westchnęłam.
Zaczęłam
myśleć o tym co widziałam, a raczej kogo. Chociaż nie miałam
pewności, odnosiłam wrażenie, że próbowano mnie wystraszyć.
Możliwe żeby Val kogoś nasłała? Jej ojciec jest z moją matką.
Wyobraziłam sobie jak siedzą w przytulnym salonie i obejmują się
czule, chyba zaraz zwymiotuje.
- Daje
dolara za twoje myśli – powiedział Matt kładąc mi dłoń na
nodze.
- Moje
myśli są więcej warte, dużo więcej – pocałował mnie, ku
memu kompletnemu zaskoczeniu jego usta dotykały moich, paliły i
łaskotały. Chciałam jeszcze, chciałam więcej, na próżno.
Sanders ruszył kiedy światło zmieniło się na zielone.
Spokojnie dojechaliśmy do domu. Poszłam do pokoju, wzięłam
prysznic, a leżąc na łóżku nie mogłam przestać myśleć o tym
co widziałam.
Nieznany
numer dzwonił całą noc, nie mogłam przez to zasnąć. Nigdy nie
bałam się odbierać telefonu, teraz jednak mam przed oczami
człowieka ubranego na czarno, który przemykał jak cień a później
stał w świetle latarni. Gdyby nie Matt, który podjechał po mnie
chwilę później, umarłabym ze strachu. On nic nie wiedział, nie
może się dowiedzieć. To już 40 nieodebrane połączenie. A jeśli
to moja mama, może ma kłopoty. Jeśli ten Lucas z nią nie
wyjechał, lecz ją porwał. Przecież ta rodzina była nienormalna.
Ta gonitwa myśli sprawiła, że odezwały się w moim żołądku
nudności.
Poczułam wibracje, odebrałam. Usłyszałam czyjś
ciężki oddech. Zapaliłam lampkę przy łóżku, bo ogarnął mnie
wręcz paniczny strach.
- Julia – ktoś
wyszeptał do słuchawki po czym się rozłączył. Nie był to
żaden znajomy głos. Zerwałam się z łózka i pobiegłam na górę,
do Matta. Nie było go w łóżku, lęk urósł do niewyobrażalnych
rozmiarów. Usiadłam na podłodze i zupełnie się rozkleiłam.
Dlaczego to wszystko.
- Co
się stało!? - Po chwili miał mnie w ramionach, tulił do
ciepłego ciała a ja chłonęłam z niego każdą kroplę
bezpieczeństwa. - Mała co się stało? - nalegał na rozmowę.
- Nic,
nie chciałam być sama – wtuliłam się mocniej, prosząc w
myślach by teraz mi odpuścił.
Tak też zrobił i resztę
nocy spędziłam bezpiecznie w jego ramionach i ciepłym łóżku.
Wreszcie
go zobaczyłem, potrzebowałem informacji, może dziś coś się
zmieni.
- Przepraszam
doktorze, czy wiadomo już coś więcej?
- Przykro
mi, jej stan się nie poprawia, ale najważniejsze, że się również
nie pogarsza. Sporo przeszła, potrzebuje czasu. Rokowania są
pomyślne. Nic więcej w tej chwili nie jestem w stanie panu
powiedzieć. - Doktor położył dłoń na moim ramieniu i po chwili
odszedł do swoich spraw.
Poszedłem na swoje miejsce,
od tygodnia wygrzewałem jedno z krzeseł, przed drzwiami oddziału
intensywnej terapii. Wpuszczali mnie do niej tylko na chwilę,
trzymałem ją wtedy za rękę i przepraszałem, że nie umiałem jej
chronić. Obiecywałem, że jeśli się obudzi już nigdy nie
zostawię jej samej.
- Trzymaj
powinieneś coś zjeść – Michelle usiadła obok mnie w dłoni
trzymała kanapki – Takie jak lubisz.
- Nic
nie przełknę. Lekarz mówi, że ona potrzebuje czasu, ile jeszcze
tego cholernego czasu trzeba? To trwa już pół roku! - Schowałem
twarz w dłoniach i ciężko westchnąłem.
- Matt,
wytrzymaj jeszcze, ona na to zasługuje. Tylko my jej zostaliśmy. -
Pocieszająco głaskała mnie po plecach. Po drugiej stronie usiadł
Brian. Wytrzymam, dla niej.
- Wiadomo
już co z pieniędzmi? - Zapytał Brian.
- Policja
nie ma żadnego tropu, ogołocili mi konto i koniec. Zresztą to nie
jest teraz ważne. Julia jest ważna, musi z tego wyjść.
Powiedzieć kto jej to zrobił, ten zwyrodnialec chodzi na wolności!
- Myślałeś
o tym, że Val mogłaby zlecić to komuś? - Dopytywała Michelle
- Oczywiście,
że o tym myślałem, ale ona milczy jak grób. Nie widziałem się
z nią ostatnio. Nie jest już moją żoną, nie jest dla mnie nawet
człowiekiem. Zasługuje na najgorsze.
- Jednego
nie rozumiem, dlaczego tego nie zgłosiła, gdybyśmy wiedzieli
wcześniej. Przecież można było uniknąć całego tego gówna –
Brian się wkurzał, zawsze kiedy zaczynał się ten temat.
Polubili
ją, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, nie próbowała mi się
wcisnąć do łóżka za wszelką cenę. Kiedy ją poznali, okazało
się, że ich uprzedzenia zniknęły. Julia była ciepłą i miłą
dziewczyną. Mimo tego co przeszła nadal miała w sobie radość.
Fakt skrywała ją głęboko i nie pozwalała zbyt często dać się
jej ponieść, ale to tkwiło w niej.
-
Cześć, przyniosłem kawę, są jakieś wieści? - Spytał
Alex, on przychodził niemal codziennie. Jeśli nie mógł dzwonił.
Przed tym jak ktoś zabrał i następnie mocno poturbował Julię,
spędzali ze sobą dużo czasu. Nagrywali materiał na płytę, w
studiu uśmiechała się najczęściej. Tam znikały obawy o mamę,
sprawa morderstwa jej ojca, czy ciąża, która chyba najdotkliwiej
przypominała jej o tym w co się wpakowała, przez kłamstwa matki.
- Lekarz mówi, że jej stan jest stabilny, to dobrze. Już
dwa razy ją prawie straciliśmy. Wciąż walczy. - Powiedziałem
sucho i wziąłem od niego kawę. On jeden nie miał mi za złe moich
zmiennych nastroi, inni już wywracali oczami. A ja nad sobą nie
panowałem, on jeden wiedział dlaczego.
-
Nie wiem czy mnie to cieszy, mogłaby już przestać się
wygłupiać. Ma przecież tyle planów. - Usiadł obok Michelle –
Domowe kanapki?
- Tak, częstuj się, ten tu twardziel i
tak nie chce jeść. Brian jedziemy do domu? Matt ma już
towarzystwo. Bo zostaniesz tu chwile, prawda Alex?
-
Naturalnie, za jakieś dwie godziny powinien wpaść Jake. - Zaczął
już jeść kanapkę.
Jake mnie wkurzał, za bardzo się
wtrącał w nie swoje sprawy. A może chodziło o to, że był dłużej
i bliżej z Julią. Ja dopiero się jej uczyłem, on znał ją od
podszewki. Byłem zazdrosny, że ten typ kręci się przy niej. Sam
nie wiem kiedy nastąpiła ta chwila i Julia stała mi się bliższa
niż wcześniej. I kiedy ona zaczynała się przekonywać, zbliżać
i chcieć więcej, zjebałem. Uciekła wtedy do niego. Skąd mogłem
wiedzieć, że to nie ona szczyściła mi konto. Do tej pory nie wiem
kto to zrobił i dlaczego. Val była pierwszą podejrzaną, ale nie
mam na nią dowodów, nic oprócz tego, że jest mściwa i nie
odpuszcza. Jednak cechy charakteru nie sprawią, że dołożę komuś
do odsiadki kilka lat.
Wiem, że to przez niego Julia nie
chciała się do końca zaangażować, spróbować. Buntował ją.
Dla jej dobra jak mi powiedział zanim dostał w ten swój durny
pysk. Dopiero kiedy gorąca kawa wylądowała na mojej dłoni
zorientowałem się, że w trakcie myślenia o nim za mocno ścisnąłem
tekturowy kubek. Niech cie szlag Jake!
Tydzień po tamtym telefonie, zaczęły się SMS-y. Najgorsze były
te, które dostawałam kiedy byłam gdzieś na mieście. Nie pomagało
to, że byłam z grupą około 10 osób, zawsze czytając wiadomość
od nieznanego numeru przez moje ciało przechodził dreszcz.
„Julia, widzę Cię”
„ Jestem bliżej niż
myślisz”
Gorączkowo rozglądałam się po ludziach
którzy nas otaczali, każda osoba trzymająca w dłoni telefon była
TĄ osobą. Jednak kiedy dzwoniłam pod ten numer, żaden z moich
podejrzanych nie zrobił niewłaściwego ruchu. Mój strach tylko się
powiększał. Nie mogłam spać, jeść, wymiotowałam chociaż ciąża
już nie gwarantowała mi takich atrakcji. To wszystko nerwy. Nadal
nie miałam wiadomości od mamy. Odkąd zadzwoniła do mnie z
komisariatu, oraz jak się później dowiedziałam, prosiła o święty
spokój policje, nie miałam z nią żadnego kontaktu. Martwiłam
się, to naturalne. Jeszcze ona dokładała mi zmartwień.
Zadzwonił mój telefon, aż podskoczyłam. Skupiłam tym samym uwagę
moich przyjaciół. Uśmiechnęłam się, obracając przerażającą
mnie sytuację w żart. Odetchnęłam patrząc na wyświetlacz „Matt
C==3” Nie mogłam się powstrzymać żeby nie podpisać go tak w
telefonie.
- Cześć mała, o której dzisiaj
kończycie? - Spytał ciepło, a ja poczułam, że się uśmiecham.
- Cześć Matt. - Potrzebowałam chwili żeby pozbierać myśli,
lubiłam jak mówił „mała” Ostatnio w ogóle coraz bardziej go
lubiłam. Nie mogłam już tego do końca zwalić na hormony.
Mieszkaliśmy razem, siłą rzeczy spędzaliśmy kawał czasu razem.
Okazało się, że mamy również wspólne zainteresowania. Mamy też
kogoś, małego stworka w brzuchu. Może i byłam tylko przenośnym
inkubatorem, ale nikt nie odbierze mi tych wszystkich uczuć które
towarzyszą ciąży. Tego, że to właśnie we mnie rośnie człowiek.
Usłyszałam jego chrząknięcie w słuchawce. - Przepraszam
zamyśliłam się. Właściwie jestem wolna, nagrałam rano swoją
partię Jesteśmy teraz u Rosie na hamburgerach.
- Już po
was jadę, do zobaczenia. - Rozłączył się, a ja uśmiechnęłam
się jeszcze szerzej. „Po was”
Po mnie i po dzidziusia.
Matt coraz częściej wieczorami chciał mówić do brzucha,
biblioteczka malucha rosła w zastraszającym tempie. Niemal
codziennie przynosił do domu nową historyjkę, którą czytał
głaszcząc mój zaokrąglony brzuch. Ja w tym czasie mogłam się w
nim kompletnie zadurzać i robiłam to. Na tę krótką chwilę
przestawałam myśleć o wszystkim co się działo dookoła. Był
tylko On i dzidziuś. Matt twierdził, że tylko muzyka pozwala mi
zapomnieć. Mylił się. Słowa w piosenkach były niekiedy jak to
czego ja nigdy nie miałam odwagi powiedzieć, więc wcale nie było
mi tam łatwiej. Dopiero w domu, podczas naszych wieczorków.
Wczoraj zastanawialiśmy się, czy to będzie chłopiec czy
dziewczynka. Wiedziałam, że co się nie urodzi, będzie oczkiem w
jego głowie. On miał niezliczone pokłady dobrych uczuć w sobie,
nie miał ich po prostu komu dać. Zwierzył mi się, że jego
małżeństwo praktycznie nigdy nie było tym czego rzeczywiście
chciał. Znał się z Val od liceum i jak powiedział, już tam
powinno się to zakończyć. Nie umiał jednak żyć dobrze z
rówieśnikami. Ona po prostu pojawiła się obok i została, tak
było wygodnie. Miały dni i lata, ona oczekiwała więcej, od dla
świętego spokoju dawał jej więcej, chociaż nie był pewien czy
czuje do niej coś. Czasami wydawało mu się, że tak. To trwało
krótką chwilę. Dziecko też było jej kaprysem, jak się okazało
czymś więcej niż kaprysem. Nie wiedział, przecież wtedy by się
nie godził. Też go oszukała. Może jej uczucia również minęły,
albo nigdy ich w sobie nie miała. Jej napędem do życia była chęć
zemsty za marne dzieciństwo. Co ona wie o marnym starcie w życie.
Na samą myśl o tym co ja przeszłam, a co przeszła ona, chciałam
pójść do tego aresztu i osobiście ją udusić. Druga w kolejności
była moja mama, chociaż jej odpuszczałam, kiedy przypominałam
sobie jak bardzo cierpiała. Dostała za swoje, niech robi teraz co
chce. Mi w końcu też jest dobrze. Tylko te telefony i SMS-y
„ Julia, Julia, Julia...”
-
Pożegnam się już z wami, Matt po mnie jedzie. Wrócimy do domu.
Widzimy się jutro o dziewiątej, tak? - Spytałam chociaż odpowiedź
była oczywista.
- Jasne, możesz być nawet troche później -
powiedział Alex dopijając swoją cole. - Świetnie ci dzisiaj
poszło.
- Nam poszło, pamiętaj, że śpiewamy wszyscy, a
nawet jeśli nie to i tak jesteśmy potrzebni do tego całą paczką.
- Powiedziałam zgodnie z prawdą. Ci ludzie coraz więcej dla mnie
znaczyli.
Wymieniłam uściski i całusy w policzek na
pożegnanie. Kiedy wychodziłam wpadł na mnie Jake, krzyknęłam.
Mój poziom strachu ostatnio przekraczał wszelkie granice.
- No coś ty, to tylko ja. - Objął mnie na przywitanie –
zmywasz się, dopiero przyszedłem.
- Jadę do domu, Matt już
po mnie jedzie. - Wpadnij jutro do studia – uśmiechnęłam się,
by przestał na mnie tak badawczo zerkać.
- Wpadnę, musimy
porozmawiać. Na pewno wszystko dobrze? Trzęsiesz się, chociaż na
dworze jest ciepło.
- Jest dobrze, muszę lecieć. -
Zerknęłam przez jego ramie, Sanders już czekał. - Do zobaczenia
jutro Jake. - Cmoknęłam go w policzek i poszłam do auta czując w
kieszeni spodni wibrujący telefon, cholera.
Na
oddział wbiegł lekarz z którym jeszcze nie tak dawno temu
rozmawiał. Czułem, że chodzi o Julię. Zerwałem się z krzesła,
jednak drzwi zamknęły się tuż przed moim nosem. Przez szybę nic
nie widziałem. Zacząłem chodzić w prawo i w lewo, Alex wodził za
mną wzrokiem z kanapką zawieszoną w pół drogi do ust.
Minuty dłużyły się tak bardzo. Miałem wrażenie, że czekam
godzinę, spojrzałem na zegarek, minęło dopiero 10 minut odkąd
lekarz zniknął za drzwiami. Jeśli stałoby się coś złego już
by wyszedł mnie poinformować. A może jeszcze o nią walczą. NIE!
Nakrzyczałem na siebie w myślach, nic złego się nie dzieje.
Pewnie się budzi, tak. Na pewno. Wraca do nas, już najwyższa pora.
- Matt Sanders ? - Pielęgniarka rozglądała się po
korytarzu, po sekundzie stałem przed nią. - Proszę za mną, lekarz
chce z panem porozmawiać.
Szedłem korytarzem, tuż za nią,
jakbym się bał, że jeśli będę iść wolniej zgubie ją i nie
dotrę do Julii. Czekał przy jej łóżku.
- Co z nią,
żyje. - Spojrzałem na ekran, serce wciąż biło.
-
Zaczęła samodzielnie oddychać, myślę, że powoli wraca. Proszę
być nadal dobrej myśli. - Powiedział a na jego ustach pojawił się
uśmiech. Julia była niemal priorytetowym przypadkiem dla oddziału.
Dla mnie była najważniejsza, codziennie bardziej. Nigdy jej nie
zostawię, tak jak obiecywałem od dnia kiedy ją znalazłem a na
dłoniach miałem jej krew. Od dnia, kiedy świat który dalej
chciałem kreować z nią, rozpadł się na milion małych kawałków.
Lekarz i pielęgniarka wrócili do swoich obowiązków,
zostawili mnie przy niej. Usiadłem na krześle, złapałem jej
drobną dłoń.
- Cześć mała, jestem z ciebie cholernie
dumny. Nie poddawaj się, ja też się nie poddam. Nigdy.
Nigdy
Nadal nie przychodzi mi do głowy inny komentarz, jak tylko "KI CHUJ?!". Jak mówiłam, przespałam się z tym, ale ani trochę mi to nie pomogło. JAK MOGŁAŚ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO?!?!?!?!?!?! Jeżeli za pobiciem J. stoi koń to ją zabiję, słwoo daję!!! Nie wiem jakim cudem, skoro to Twoje opko, ale ją zabiję!!! Biedna J. :( Biedny Matt :( Biedni wszyscy!!! I czy to znaczy... że ona straciła dziecko? Nie... Czy ja Ci kiedyś nie mówiłam, że nigdy więcej śmierci dzieci u Ciebie?! Idę płakać w mej jaskini smutku i braku nadziei ;___; To jest niesprawiedliwe!!! Ja chciałam jednorożce, a nie kolejne BUM. Nie zgadzam się! Słyszysz to tupanie nogą? No...
OdpowiedzUsuńPisz szybciej, bo jeżeli chcesz dodać następny znowu za 3 miesiące, to ja się mogę tam u Ciebie znaleźć trochę szybciej, niż w październiku... :P Wciąż z miłością, ale kufa wszystko ma swoje granice... Pat :***** <333333
Nie chowaj się, przecież ty najlepiej wiesz, że będzie dobrze ;D
UsuńKolejnym uraczę was wcześniej, to pewne, bez obaw ;)
- Dziewczyna Sandersa
Ejjj nie dość, że trzeba było tyle czekać to jakieś wpierdole nam tu spuszczasz o.O
UsuńWam? Jakbym śmiała, tylko Julce :D
UsuńNie ma to jak wyjść ze szpitala i zastać tu TAKĄ niespodziankę!!! No mord w oczach mam jak stąd do Californii!
OdpowiedzUsuńCzekam na następny!!! Szybko proszę!!!!!!
O ciebie bałam sie najbardziej, wybacz. Ja to naprawie, serio. Przecież wiesz :)
UsuńŻe kurde co??? Tyle czekania i takie jebnięcie? No aż mnie zamurowało...
OdpowiedzUsuńNo i mam nadzieję że z bobo wszystko ok?
Oby się J. szybko obudziła i wyjaśniła kto co jak i dlaczego? Lepiej żeby ta osoba (czyżby Val???) poniosła karę adekwatną do tego co zrobiła J. czyli konkretny wpierdol z dawką powolnego, bolesnego jak jasna cholera cierpienia.
Tyle z mojej strony :D całusy :* czekam na więcej <3
Wszystko i więcej dowiecie sie mam nadzieje już dzisiaj ;) będzie chyba sporo emocji
Usuń