sobota, 28 marca 2015

15. Julia, Julia, Julia...

 Przepraszam, żałuję, wybaczcie. Wróciłam! ;) 



- Gdzie on jest? - Powiedziałam pod nosem.

  Dzwoniłam do niego godzinę temu, kiedy jeszcze pracowałam. Powinien już być. Faceci. Rozglądając się za nim zauważyłam jakiś cień, wzdrygnęłam się i poczułam chłodny powiew wiatru. Było spokojnie, zbyt spokojnie. Kątem oka znów zobaczyłam cień. To już przestaje być zabawne, usłyszałam nadjeżdżający samochód. Pod budynkiem na przeciwko ktoś stał, kiedy odgłos silnika stał się wyraźniejszy, pojawiły się światła. Odwróciłam głowę, to samochód Matta. Wróciłam wzrokiem na miejsce gdzie widziałam postać, nikogo już nie było. Niepokój został.

- Wsiadaj mała – powiedział miękko i dopiero po chwili zorientowałam się, że wysiadł żeby otworzyć mi drzwi. Popieprzyło go. Wsiadłam do samochodu i zapinałam pasy, poczułam jego ciepłe dłonie na swoich. - Pomogę – uniosłam głowę i zobaczyłam jego uśmiech i zielone oczy, Boże.
- Długo cie nie było, coś cie zatrzymało ? - Spytałam pośpiesznie, próbując zapomnieć o jego spojrzeniu i chęci całowania go bez końca. Te szalejące hormony mnie wykończą.
- Szczerze mówiąc to trochę się zasiedziałem przy Call Of Duty. Wybacz.
- Nieważne – westchnęłam.

   Zaczęłam myśleć o tym co widziałam, a raczej kogo. Chociaż nie miałam pewności, odnosiłam wrażenie, że próbowano mnie wystraszyć. Możliwe żeby Val kogoś nasłała? Jej ojciec jest z moją matką. Wyobraziłam sobie jak siedzą w przytulnym salonie i obejmują się czule, chyba zaraz zwymiotuje.

- Daje dolara za twoje myśli – powiedział Matt kładąc mi dłoń na nodze.

- Moje myśli są więcej warte, dużo więcej – pocałował mnie, ku memu kompletnemu zaskoczeniu jego usta dotykały moich, paliły i łaskotały. Chciałam jeszcze, chciałam więcej, na próżno. Sanders ruszył kiedy światło zmieniło się na zielone. 

  Spokojnie dojechaliśmy do domu. Poszłam do pokoju, wzięłam prysznic, a leżąc na łóżku nie mogłam przestać myśleć o tym co widziałam. 
Nieznany numer dzwonił całą noc, nie mogłam przez to zasnąć. Nigdy nie bałam się odbierać telefonu, teraz jednak mam przed oczami człowieka ubranego na czarno, który przemykał jak cień a później stał w świetle latarni. Gdyby nie Matt, który podjechał po mnie chwilę później, umarłabym ze strachu. On nic nie wiedział, nie może się dowiedzieć. To już 40 nieodebrane połączenie. A jeśli to moja mama, może ma kłopoty. Jeśli ten Lucas z nią nie wyjechał, lecz ją porwał. Przecież ta rodzina była nienormalna. Ta gonitwa myśli sprawiła, że odezwały się w moim żołądku nudności. 
Poczułam wibracje, odebrałam. Usłyszałam czyjś ciężki oddech. Zapaliłam lampkę przy łóżku, bo ogarnął mnie wręcz paniczny strach. 

- Julia – ktoś wyszeptał do słuchawki po czym się rozłączył. Nie był to żaden znajomy głos. Zerwałam się z łózka i pobiegłam na górę, do Matta. Nie było go w łóżku, lęk urósł do niewyobrażalnych rozmiarów. Usiadłam na podłodze i zupełnie się rozkleiłam. Dlaczego to wszystko.

- Co się stało!? - Po chwili miał mnie w ramionach, tulił do ciepłego ciała a ja chłonęłam z niego każdą kroplę bezpieczeństwa. - Mała co się stało? - nalegał na rozmowę.

- Nic, nie chciałam być sama – wtuliłam się mocniej, prosząc w myślach by teraz mi odpuścił. 

Tak też zrobił i resztę nocy spędziłam bezpiecznie w jego ramionach i ciepłym łóżku.

  Wreszcie go zobaczyłem, potrzebowałem informacji, może dziś coś się zmieni.


Przepraszam doktorze, czy wiadomo już coś więcej?


- Przykro mi, jej stan się nie poprawia, ale najważniejsze, że się również nie pogarsza. Sporo przeszła, potrzebuje czasu. Rokowania są pomyślne. Nic więcej w tej chwili nie jestem w stanie panu powiedzieć. - Doktor położył dłoń na moim ramieniu i po chwili odszedł do swoich spraw. 

  Poszedłem na swoje miejsce, od tygodnia wygrzewałem jedno z krzeseł, przed drzwiami oddziału intensywnej terapii. Wpuszczali mnie do niej tylko na chwilę, trzymałem ją wtedy za rękę i przepraszałem, że nie umiałem jej chronić. Obiecywałem, że jeśli się obudzi już nigdy nie zostawię jej samej.
- Trzymaj powinieneś coś zjeść – Michelle usiadła obok mnie w dłoni trzymała kanapki – Takie jak lubisz.
- Nic nie przełknę. Lekarz mówi, że ona potrzebuje czasu, ile jeszcze tego cholernego czasu trzeba? To trwa już pół roku! - Schowałem twarz w dłoniach i ciężko westchnąłem.

- Matt, wytrzymaj jeszcze, ona na to zasługuje. Tylko my jej zostaliśmy. - Pocieszająco głaskała mnie po plecach. Po drugiej stronie usiadł Brian. Wytrzymam, dla niej.
Wiadomo już co z pieniędzmi? - Zapytał Brian.
Policja nie ma żadnego tropu, ogołocili mi konto i koniec. Zresztą to nie jest teraz ważne. Julia jest ważna, musi z tego wyjść. Powiedzieć kto jej to zrobił, ten zwyrodnialec chodzi na wolności!

- Myślałeś o tym, że Val mogłaby zlecić to komuś? - Dopytywała Michelle
- Oczywiście, że o tym myślałem, ale ona milczy jak grób. Nie widziałem się z nią ostatnio. Nie jest już moją żoną, nie jest dla mnie nawet człowiekiem. Zasługuje na najgorsze.
- Jednego nie rozumiem, dlaczego tego nie zgłosiła, gdybyśmy wiedzieli wcześniej. Przecież można było uniknąć całego tego gówna – Brian się wkurzał, zawsze kiedy zaczynał się ten temat.

   Polubili ją, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, nie próbowała mi się wcisnąć do łóżka za wszelką cenę. Kiedy ją poznali, okazało się, że ich uprzedzenia zniknęły. Julia była ciepłą i miłą dziewczyną. Mimo tego co przeszła nadal miała w sobie radość. Fakt skrywała ją głęboko i nie pozwalała zbyt często dać się jej ponieść, ale to tkwiło w niej.


- Cześć, przyniosłem kawę, są jakieś wieści? - Spytał Alex, on przychodził niemal codziennie. Jeśli nie mógł dzwonił. Przed tym jak ktoś zabrał i następnie mocno poturbował Julię, spędzali ze sobą dużo czasu. Nagrywali materiał na płytę, w studiu uśmiechała się najczęściej. Tam znikały obawy o mamę, sprawa morderstwa jej ojca, czy ciąża, która chyba najdotkliwiej przypominała jej o tym w co się wpakowała, przez kłamstwa matki.
- Lekarz mówi, że jej stan jest stabilny, to dobrze. Już dwa razy ją prawie straciliśmy. Wciąż walczy. - Powiedziałem sucho i wziąłem od niego kawę. On jeden nie miał mi za złe moich zmiennych nastroi, inni już wywracali oczami. A ja nad sobą nie panowałem, on jeden wiedział dlaczego.


- Nie wiem czy mnie to cieszy, mogłaby już przestać się wygłupiać. Ma przecież tyle planów. - Usiadł obok Michelle – Domowe kanapki? 
- Tak, częstuj się, ten tu twardziel i tak nie chce jeść. Brian jedziemy do domu? Matt ma już towarzystwo. Bo zostaniesz tu chwile, prawda Alex? 
- Naturalnie, za jakieś dwie godziny powinien wpaść Jake. - Zaczął już jeść kanapkę. 

   Jake mnie wkurzał, za bardzo się wtrącał w nie swoje sprawy. A może chodziło o to, że był dłużej i bliżej z Julią. Ja dopiero się jej uczyłem, on znał ją od podszewki. Byłem zazdrosny, że ten typ kręci się przy niej. Sam nie wiem kiedy nastąpiła ta chwila i Julia stała mi się bliższa niż wcześniej. I kiedy ona zaczynała się przekonywać, zbliżać i chcieć więcej, zjebałem. Uciekła wtedy do niego. Skąd mogłem wiedzieć, że to nie ona szczyściła mi konto. Do tej pory nie wiem kto to zrobił i dlaczego. Val była pierwszą podejrzaną, ale nie mam na nią dowodów, nic oprócz tego, że jest mściwa i nie odpuszcza. Jednak cechy charakteru nie sprawią, że dołożę komuś do odsiadki kilka lat. 
Wiem, że to przez niego Julia nie chciała się do końca zaangażować, spróbować. Buntował ją. Dla jej dobra jak mi powiedział zanim dostał w ten swój durny pysk. Dopiero kiedy gorąca kawa wylądowała na mojej dłoni zorientowałem się, że w trakcie myślenia o nim za mocno ścisnąłem tekturowy kubek. Niech cie szlag Jake! 

     Tydzień po tamtym telefonie, zaczęły się SMS-y. Najgorsze były te, które dostawałam kiedy byłam gdzieś na mieście. Nie pomagało to, że byłam z grupą około 10 osób, zawsze czytając wiadomość od nieznanego numeru przez moje ciało przechodził dreszcz. 

„Julia, widzę Cię” 

„ Jestem bliżej niż myślisz” 

          Gorączkowo rozglądałam się po ludziach którzy nas otaczali, każda osoba trzymająca w dłoni telefon była TĄ osobą. Jednak kiedy dzwoniłam pod ten numer, żaden z moich podejrzanych nie zrobił niewłaściwego ruchu. Mój strach tylko się powiększał. Nie mogłam spać, jeść, wymiotowałam chociaż ciąża już nie gwarantowała mi takich atrakcji. To wszystko nerwy. Nadal nie miałam wiadomości od mamy. Odkąd zadzwoniła do mnie z komisariatu, oraz jak się później dowiedziałam, prosiła o święty spokój policje, nie miałam z nią żadnego kontaktu. Martwiłam się, to naturalne. Jeszcze ona dokładała mi zmartwień. 
          Zadzwonił mój telefon, aż podskoczyłam. Skupiłam tym samym uwagę moich przyjaciół. Uśmiechnęłam się, obracając przerażającą mnie sytuację w żart. Odetchnęłam patrząc na wyświetlacz „Matt C==3” Nie mogłam się powstrzymać żeby nie podpisać go tak w telefonie. 

- Cześć mała, o której dzisiaj kończycie? - Spytał ciepło, a ja poczułam, że się uśmiecham. 
- Cześć Matt. - Potrzebowałam chwili żeby pozbierać myśli, lubiłam jak mówił „mała” Ostatnio w ogóle coraz bardziej go lubiłam. Nie mogłam już tego do końca zwalić na hormony. Mieszkaliśmy razem, siłą rzeczy spędzaliśmy kawał czasu razem. Okazało się, że mamy również wspólne zainteresowania. Mamy też kogoś, małego stworka w brzuchu. Może i byłam tylko przenośnym inkubatorem, ale nikt nie odbierze mi tych wszystkich uczuć które towarzyszą ciąży. Tego, że to właśnie we mnie rośnie człowiek. Usłyszałam jego chrząknięcie w słuchawce. - Przepraszam zamyśliłam się. Właściwie jestem wolna, nagrałam rano swoją partię Jesteśmy teraz u Rosie na hamburgerach. 
- Już po was jadę, do zobaczenia. - Rozłączył się, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. „Po was” 
Po mnie i po dzidziusia.
    Matt coraz częściej wieczorami chciał mówić do brzucha, biblioteczka malucha rosła w zastraszającym tempie. Niemal codziennie przynosił do domu nową historyjkę, którą czytał głaszcząc mój zaokrąglony brzuch. Ja w tym czasie mogłam się w nim kompletnie zadurzać i robiłam to. Na tę krótką chwilę przestawałam myśleć o wszystkim co się działo dookoła. Był tylko On i dzidziuś. Matt twierdził, że tylko muzyka pozwala mi zapomnieć. Mylił się. Słowa w piosenkach były niekiedy jak to czego ja nigdy nie miałam odwagi powiedzieć, więc wcale nie było mi tam łatwiej. Dopiero w domu, podczas naszych wieczorków. 
    Wczoraj zastanawialiśmy się, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka. Wiedziałam, że co się nie urodzi, będzie oczkiem w jego głowie. On miał niezliczone pokłady dobrych uczuć w sobie, nie miał ich po prostu komu dać. Zwierzył mi się, że jego małżeństwo praktycznie nigdy nie było tym czego rzeczywiście chciał. Znał się z Val od liceum i jak powiedział, już tam powinno się to zakończyć. Nie umiał jednak żyć dobrze z rówieśnikami. Ona po prostu pojawiła się obok i została, tak było wygodnie. Miały dni i lata, ona oczekiwała więcej, od dla świętego spokoju dawał jej więcej, chociaż nie był pewien czy czuje do niej coś. Czasami wydawało mu się, że tak. To trwało krótką chwilę. Dziecko też było jej kaprysem, jak się okazało czymś więcej niż kaprysem. Nie wiedział, przecież wtedy by się nie godził. Też go oszukała. Może jej uczucia również minęły, albo nigdy ich w sobie nie miała. Jej napędem do życia była chęć zemsty za marne dzieciństwo. Co ona wie o marnym starcie w życie. Na samą myśl o tym co ja przeszłam, a co przeszła ona, chciałam pójść do tego aresztu i osobiście ją udusić. Druga w kolejności była moja mama, chociaż jej odpuszczałam, kiedy przypominałam sobie jak bardzo cierpiała. Dostała za swoje, niech robi teraz co chce. Mi w końcu też jest dobrze. Tylko te telefony i SMS-y 

„ Julia, Julia, Julia...” 


- Pożegnam się już z wami, Matt po mnie jedzie. Wrócimy do domu. Widzimy się jutro o dziewiątej, tak? - Spytałam chociaż odpowiedź była oczywista.
- Jasne, możesz być nawet troche później - powiedział Alex dopijając swoją cole. - Świetnie ci dzisiaj poszło.
- Nam poszło, pamiętaj, że śpiewamy wszyscy, a nawet jeśli nie to i tak jesteśmy potrzebni do tego całą paczką. - Powiedziałam zgodnie z prawdą. Ci ludzie coraz więcej dla mnie znaczyli.
Wymieniłam uściski i całusy w policzek na pożegnanie. Kiedy wychodziłam wpadł na mnie Jake, krzyknęłam. Mój poziom strachu ostatnio przekraczał wszelkie granice. 

- No coś ty, to tylko ja. - Objął mnie na przywitanie – zmywasz się, dopiero przyszedłem. 
- Jadę do domu, Matt już po mnie jedzie. - Wpadnij jutro do studia – uśmiechnęłam się, by przestał na mnie tak badawczo zerkać. 
- Wpadnę, musimy porozmawiać. Na pewno wszystko dobrze? Trzęsiesz się, chociaż na dworze jest ciepło. 
- Jest dobrze, muszę lecieć. - Zerknęłam przez jego ramie, Sanders już czekał. - Do zobaczenia jutro Jake. - Cmoknęłam go w policzek i poszłam do auta czując w kieszeni spodni wibrujący telefon, cholera. 


         Na oddział wbiegł lekarz z którym jeszcze nie tak dawno temu rozmawiał. Czułem, że chodzi o Julię. Zerwałem się z krzesła, jednak drzwi zamknęły się tuż przed moim nosem. Przez szybę nic nie widziałem. Zacząłem chodzić w prawo i w lewo, Alex wodził za mną wzrokiem z kanapką zawieszoną w pół drogi do ust. 
        Minuty dłużyły się tak bardzo. Miałem wrażenie, że czekam godzinę, spojrzałem na zegarek, minęło dopiero 10 minut odkąd lekarz zniknął za drzwiami. Jeśli stałoby się coś złego już by wyszedł mnie poinformować. A może jeszcze o nią walczą. NIE! Nakrzyczałem na siebie w myślach, nic złego się nie dzieje. Pewnie się budzi, tak. Na pewno. Wraca do nas, już najwyższa pora. 

- Matt Sanders ? - Pielęgniarka rozglądała się po korytarzu, po sekundzie stałem przed nią. - Proszę za mną, lekarz chce z panem porozmawiać. 
Szedłem korytarzem, tuż za nią, jakbym się bał, że jeśli będę iść wolniej zgubie ją i nie dotrę do Julii. Czekał przy jej łóżku. 
- Co z nią, żyje. - Spojrzałem na ekran, serce wciąż biło. 
- Zaczęła samodzielnie oddychać, myślę, że powoli wraca. Proszę być nadal dobrej myśli. - Powiedział a na jego ustach pojawił się uśmiech. Julia była niemal priorytetowym przypadkiem dla oddziału. Dla mnie była najważniejsza, codziennie bardziej. Nigdy jej nie zostawię, tak jak obiecywałem od dnia kiedy ją znalazłem a na dłoniach miałem jej krew. Od dnia, kiedy świat który dalej chciałem kreować z nią, rozpadł się na milion małych kawałków. 
Lekarz i pielęgniarka wrócili do swoich obowiązków, zostawili mnie przy niej. Usiadłem na krześle, złapałem jej drobną dłoń. 
- Cześć mała, jestem z ciebie cholernie dumny. Nie poddawaj się, ja też się nie poddam. Nigdy. 

Nigdy

8 komentarzy:

  1. Nadal nie przychodzi mi do głowy inny komentarz, jak tylko "KI CHUJ?!". Jak mówiłam, przespałam się z tym, ale ani trochę mi to nie pomogło. JAK MOGŁAŚ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO?!?!?!?!?!?! Jeżeli za pobiciem J. stoi koń to ją zabiję, słwoo daję!!! Nie wiem jakim cudem, skoro to Twoje opko, ale ją zabiję!!! Biedna J. :( Biedny Matt :( Biedni wszyscy!!! I czy to znaczy... że ona straciła dziecko? Nie... Czy ja Ci kiedyś nie mówiłam, że nigdy więcej śmierci dzieci u Ciebie?! Idę płakać w mej jaskini smutku i braku nadziei ;___; To jest niesprawiedliwe!!! Ja chciałam jednorożce, a nie kolejne BUM. Nie zgadzam się! Słyszysz to tupanie nogą? No...

    Pisz szybciej, bo jeżeli chcesz dodać następny znowu za 3 miesiące, to ja się mogę tam u Ciebie znaleźć trochę szybciej, niż w październiku... :P Wciąż z miłością, ale kufa wszystko ma swoje granice... Pat :***** <333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chowaj się, przecież ty najlepiej wiesz, że będzie dobrze ;D
      Kolejnym uraczę was wcześniej, to pewne, bez obaw ;)
      - Dziewczyna Sandersa

      Usuń
    2. Ejjj nie dość, że trzeba było tyle czekać to jakieś wpierdole nam tu spuszczasz o.O

      Usuń
    3. Wam? Jakbym śmiała, tylko Julce :D

      Usuń
  2. Nie ma to jak wyjść ze szpitala i zastać tu TAKĄ niespodziankę!!! No mord w oczach mam jak stąd do Californii!

    Czekam na następny!!! Szybko proszę!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ciebie bałam sie najbardziej, wybacz. Ja to naprawie, serio. Przecież wiesz :)

      Usuń
  3. Że kurde co??? Tyle czekania i takie jebnięcie? No aż mnie zamurowało...

    No i mam nadzieję że z bobo wszystko ok?

    Oby się J. szybko obudziła i wyjaśniła kto co jak i dlaczego? Lepiej żeby ta osoba (czyżby Val???) poniosła karę adekwatną do tego co zrobiła J. czyli konkretny wpierdol z dawką powolnego, bolesnego jak jasna cholera cierpienia.

    Tyle z mojej strony :D całusy :* czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko i więcej dowiecie sie mam nadzieje już dzisiaj ;) będzie chyba sporo emocji

      Usuń