wtorek, 14 kwietnia 2015

16. Jestem twoim przeznaczeniem.

Coraz częściej nie mogłam się wyspać. Po pierwsze przez ból w krzyżu, po drugie przez "przeznaczenie" tak brzmiał podpis w ostatnich kilku SMS-ach. Na dźwięk przychodzącej wiadomości cierpła mi skóra. Przychodziły coraz częściej. Rożne numery sprawiały, że traciłam czujność. Jest 6:36 minutę temu dostałam SMS, walczyłam z ciekawością i strachem. To pierwsze wygrało, szybciej niż bym się spodziewała. Jestem słaba zawsze byłam. 

"Będę ostatnia osobą, którą będziesz błagać o litość. Twoje P R Z E Z N A C Z E N I E. " 

Wstałam z łóżka i na nogach jak z waty poszłam na górę. Kilka ostatnich nocy spędziłam w "moim" pokoju, nie chciałam żeby Matt przypadkiem odkrył co się dzieje. Już dość mu spieprzyłam życie.  Tym muszę sobie poradzić sama. Niestety nawet wizyta na policji na niewiele się zdała. Nie byli w stanie namierzyć skąd pochodzą wiadomości. Wszystkie numery były na kartę. Spora cześć już nieaktywna. 
 Stałam w progu jego sypialni. Spał na brzuchu, jego plecy unosiły się i opadały w rytm jego oddechów. Nie wiedziałam czy po prostu podejść, obudzi się, będzie czuł, ze coś się stało. Jeśli się odezwę osiągnę ten sam efekt, potrzebuje go. Ta myśl dała mi odwagi i podeszłam cicho do łóżka. Usiadłam na skraju i dotknęłam jego ramienia, drgnął lekko wiec zabrałam rękę. Złapał mnie za nadgarstek a wierzch dłoni pocierał delikatnie kciukiem. 

- Mogę zostać ? - spytałam szeptem 

- Sama wlazłaś do jaskini lwa, ty nie  tyle możesz, co musisz zostać. Tylko idiota wypuściłby taka laske z łóżka. Wskakuj.  - Poklepał miejsce obok siebie i zaśmiał się chrypliwie. 


 Kiedy się położyłam, on przylgnął do moich pleców na łyżeczkę i wsunął ciepła dłoń pod koszulkę na brzuch. Rozczulał mnie tym. Położyłam swoją, dużo mniejszą, dłoń na jego i uśmiechnęłam się pod nosem. Lubiłam takie niewinne gesty. Chociaż coraz częściej myślałam, że zaczyna nas łączyć coś więcej. Początkowo nie mogłam go znieść, wkurzał mnie jak nikt inny. Kolejne kłody pod nogi zbliżały nas do siebie, aż doszłam do punktu w którym trudno mi było wyobrazić sobie, że za jakiś czas będę raczej musiała zniknąć z jego życia. Odepchnęłam na bok te myśli, ważne co jest tu i teraz, czyli spokój.  


Kiedy godzinę później jedliśmy śniadanie w kuchni, nie mogłam się uwolnić od jego badawczego spojrzenia. Będę musiała kłamać wiem to, nienawidzę tego, ale co innego mogę. Przecież jeśli mu powiem... nie mogę. Grzebałam widelcem w jajecznicy którą dla nas przygotował. Kim jest to cholerne "p r z e z n a c z e n i e". Wzdrygnęłam się, gdy z zamyślenia wyrwał mnie dotyk jego palców na mojej dłoni. Podniosłam głowę i na krótką chwilę spojrzałam mu w oczy, przeklęte zielone oczy. 

- Podnoszę stawkę, dziś dam ci wszystko za twoje myśli - przechylił głowę lekko w bok, próbując spojrzeć na mnie i zmusić mnie bym znów na niego spojrzała. Na próżno. - Julia.

- Matt, po prostu jestem wykończona, mało sypiam, boli mnie krzyż. Dzisiaj odpocznę, mam wolne. Zobaczysz do wieczora będę jak nowo narodzona. - Wymusiłam na ustach coś co miało przypominać uśmiech i sięgnęłam po kubek z herbatą. Z mojego pokoju dochodził dźwięk dzwoniącego telefonu. Zamarłam, odłożyłam kubek i na miękkich nogach poszłam do sypialni i kliknęłam "rozłącz". Nie minęła chwila gdy telefon znów dzwonił. Odebrałam łudząc się, że tym razem to może coś innego, ważnego, może mama. Po drugiej stronie słychać było spokojny oddech i po chwili zniekształcony głos " odliczam dni do naszego spotkania, ostatniego" ... rozłączyłam się i usiadłam na podłodze, byłam bliska płaczu. Pomocy. 
~~~

  Na horyzoncie pojawił się mój wróg numer jeden, Jake. Wstałem i stanąłem przed wejściem na intensywną terapię. 

- Dzień dobry - powiedziałem może odrobinę zbyt ostrym tonem. - Lekarz zabronił teraz do niej wchodzić. 



- Nie było mnie tu kilka dni, mogę ją zobaczyć przez kilka minut - zaczął się przepychać, odpuścił bo stałem jak słup soli i nie zamierzałem się przesunąć nawet o milimetr. - Wkurwiający jesteś, wiesz? 

- Coś słyszałem, siadaj i poczekaj. Ona potrzebuje teraz spokoju. - Wskazałem głową gdzie powinien się udać, burknął coś pod nosem, a ja miałem mu ochotę zasadzić tylko kopa w dupę na rozpęd. Kiedy usiadł wróciłem na swoje miejsce. Siedziałem i patrzyłem się razem z nim w drzwi, czekając sam nie wiem na co. 

   Po chwili spojrzałem na niego, siedział taki spokojny. Jak on tak może, mnie roznosi od środka. Może przyjaźń sprawia, że człowiek martwi się inaczej , niż ten który się zakochał. Jake widział ją ostatni. To moja wina, gdybym najpierw pomyślał zamiast oskarżać, nie leżałaby tam. Wszystko się popierdoliło właśnie tamtego dnia. Na moim koncie brakowało kilka ładnych milionów. Wszystko tak łatwo złożyło się w całość i kiedy wróciła do domu kazałem się jej wynosić, jak idiota powtarzałem, że mnie wykorzystała i oszukała. I D I O T A! Próbowała tłumaczyć, prosić żebym dał jej to wyjaśnić bo na pewno nie ona za tym stoi. Chciała powiedzieć coś jeszcze, powiedziałem tylko żeby zniknęła. Teraz już wiem, że chciała mi powiedzieć o tym jak ktoś dręczył ja SMSami i telefonami, że się bała. 

     ~~~

- Matt! Nie zrobiłam tego przysięgam nie. - mówiłam przez łzy, był kompletnie głuchy na to co mówię.  Podeszłam do niego chciałam objąć w dłonie jego twarz, zmusić żeby popatrzył mi w oczy i powiedział, że na prawdę wierzy, że ja to zrobiłam. 

 Odwrócił głowę i kazał mi wyjść, protestowałam. Musiałam się bronić przecież nie byłam temu winna. Ktoś się pode mnie podszywał, robił ze mnie przestępcę. Na dokumentach wyraźnie widniało moje imię i nazwisko, data urodzenia i inne dane, ale to nie ja zabrałam mu pieniądze! Jedyne co mi pozostało to powiedzieć mu prawdę o tych telefonach i wiadomościach. 

- Matt wysłuchaj mnie, ostatni raz, proszę, przecież wiesz, że nie mogłabym tego zrobić. 

- Przestań! Po prostu wyjdź. 

- Od jakiegoś czasu ... - urwał mi w pół słowa 

- Wyjdź! Zostaw mnie, dajcie mi wszyscy spokój. - Odważyłam się i spojrzałam mu w oczy. Płonęły od złości. -  Znów się dałem, jak osioł. Wiesz masz coś po swojej siostrze, tak samo sprytnie dajesz złudne poczucie, ze warto ci zaufać. 

- Matt ... - głos uwiązł mi w gardle, to bolało tak bardzo, palcem pokazał gdzie powinnam iść. Obraz przed oczami był rozmazany, ciepłe łzy kolejno spływały mi po policzkach. 

 Szlam przed siebie, trzęsłam się z zimna chociaż na zewnątrz było jeszcze całkiem ciepło. Nogi prowadziły mnie same, śmiałam się w duchu, że pewnie  do mojego przeznaczenia. Dwie godziny później zalana łzami stałam przed drzwiami  domu mojego przyjaciela. Bardzo go teraz potrzebowałam, został mi tylko on. 
 Otworzył drzwi, stał w dresowych spodniach i białym podkoszulku. 

- Cześć, mogę na chwile wejść? - spytałam bo zrobiło się dość niezręcznie, otworzył drzwi, minęła chwila a on nie wykonał żadnego gestu. Nic tez nie mówił. 

- tak wejdź, płakałaś, stało się coś? On cię skrzywdził? - wpuścił mnie do środka i objął. - napijesz się czegoś? 

- Herbaty, jest mi zimno - poszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Zauważyłam, ze to miejsce wygląda inaczej. Przed regałami gdzie trzymał płyty stał karton i był częściowo zapełniony. Książki były już spakowane. Wyjeżdżał? Pomyślałam ze bardzo dawno nie rozmawialiśmy, bo nie mam praktycznie pojęcia co się dzieje w jego życiu. Wzięłam w dłonie ciepły kubek. Uśmiechnęłam się do niego co wystarczyło za "dziękuje". Siedzieliśmy w ciszy. 

- Jake? Czy u ciebie wszystko dobrze? 

- Tak, znalazłem nowe mieszkanie, jest większe, w centrum. - mówiąc do mnie patrzył się w punkt na ścianie tuż przed sobą. Jego ton był mi obcy. Chłodny. 

- Czyli płyta która nagrałeś odnosi  niezły sukces skoro już mogłeś pozwolić sobie na nowe gniazdko. 

- Płyta? Tak całkiem nieźle się sprzedaje.  Pokaże ci coś. - Wstał i poszedł do swojej sypialni. 

 Zauważyłam ze na stoliku są dwa telefony. Inne niż ten który zapamiętałam, że miał. Nie wiem co mnie tknęło ale wzięłam swój telefon i wybrałam numer który jako ostatni przysłał mi wiadomość. 

                                  ~~~

  Siedział u niej już dość długo. Mówiłem, że nie można jej męczyć. Ale do niego nie dociera. Skoro jest jej przyjacielem to może więcej. A ja nie miałem prawa im tego odbierać, nieważne jak bardzo koleś działał mi na nerwy. 
- Matt, możemy porozmawiać? - spytała Mad. Ta dziewczyna się klei do tego przydupasa. Miałem kiedyś nawet nadzieje, że się za niego weźmie i tym samym Julia będzie wolna. 

- Siadaj, mamy mnóstwo czasu. Mało cie tu widywałem. Nie mam ci za złe, nic z tych rzeczy, każdy przezywa to na swój sposób. 

- Posłuchaj mnie i błagam nie miej mi za złe. Kierowałam się zgubnym uczuciem i robiłam rzeczy których teraz się wstydzę. Bo w tym dniu, kiedy Julka zniknęła... Jake on, był tam. To znaczy z nią. Matt ja cie tak bardzo przepraszam.

- Co ty pieprzysz, przyszła do was, ale ty i Jake spędzaliście razem wieczór, więc poszła szukać szczęścia gdzie indziej... tak mi mówiliście, tak zeznaliście na policji. Mad? ...

- Dałam mu alibi, wiem, że zrobiłam źle, przepraszam cie, przepraszam. - Po policzkach płynęły jej łzy, była blada. Ja w głowie miałem gonitwę myśli, ale w końcu wszystko ułożyło się w logiczną całość. W ułamku sekundy w głowie zaświeciła mi się lampka "jest tam za długo" zerwałem się na równe nogi i pobiegłem do niej.

- Przeznaczenie Julia...

- Ty sukinsynie! - rzuciłem się na niego, więc nie mógł już trzymać zaciśniętej dłoni wokół jej szyi.

 ~~~

  Patrzyłam na wyświetlacz telefonu, pokazał się mój numer, to nie mógł być przypadek. Nie wiem czemu nawet przez chwilę w to wierzyłam. Mój przyjaciel, to on wywoływał lęk przez wiele ostatnich dni. To jego cień widziałam na ulicy, to on uważał się za moje przeznaczenie.

- Myślałem, że będę mógł ominąć tłumaczenie się - odrzucił połączenie. Nie wiem kiedy wrócił do salonu, ale bałam się. W tej chwili po prostu byłam niemal sparaliżowana strachem. - Julia, Julia, Julia... moja głupiutka Julia. Czy to nie zabawne, że nie pomyliłem się co do ciebie ani trochę? Wpadłaś w moja pułapkę, zrobiłaś dokładnie to co chciałem żebyś zrobiła.

- Jake, przestań... dość tego słyszysz, wyjaśnij mi natychmiast co się tu dzieje. - Wstałam powoli z kanapy chcąc się ewakuować, na próżno, pchnął mnie i znów byłam w pozycji siedzącej, teraz dodatkowo zagrodził mi drogę ucieczki opierając ręce na kanapie.

- Nie słuchałaś mnie, nie liczyłaś się z moim zdaniem. Chciałem cię chronić, ze mną byłabyś szczęśliwsza. Co teraz masz? Bachora w brzuchu i parę tygodni żeby nacieszyć się wytatuowanym koksem, nim cie zostawi, bo nie będziesz mu już do niczego potrzebna. Do tego jeszcze pakujesz mu się do łóżka, jak jakaś zwykła szmata. - Mówił to wszystko z pełną nienawiścią i odrazą w oczach, na koniec dostałam w policzek, piekło.

- Musisz mnie wypuścić, porozmawiamy spokojnie jutro, obiecuje, wrócę tu jutro - próbowałam znów uciec, na próżno, poczułam jak zaciska dłoń na mojej szyi. Pociemniało mi w oczach.

  Obudziłam się w półmroku, leżałam na deskach które pachniały dziwnie. Chciałam się ruszyć i wtedy poczułam niesamowity ból w lewej ręce. Potem po kolei dawał o sobie znać każdy możliwy kawałek ciała. Poczułam że koszulka lepi mi się do brzucha, dotknęłam materiału, był kompletnie mokry i nieco lepki, poszarpany w kilku miejscach. Wszystko dochodziło do mnie z opóźnieniem i kiedy myślałam już o tym jak boli mnie głowa, właśnie w jej pojawiła się myśl "dziecko", wpadłam w panikę. Przeczołgałam się bliżej okna jęcząc przy każdym ruchu. Powoli usiadłam i uniosłam materiał swojej bluzki, z dwóch ran sączyła się jeszcze lekko krew, jedno miejsce było już zasklepione. Dopiero teraz rozglądając się po pomieszczeniu dotarło do mnie, że jestem w domu. A leżałam na podłodze niemal w tym samym miejscu gdzie leżał mój ojciec. Nadmiar zdarzeń, ból i wszystko inne sprawiło, że zwymiotowałam. Po jednym chluście już nie miałam swojej i tak marnej zawartości żołądka, jednak zostały mdłości i odruchy wymiotne, napinające się mięśnie, skórcze powodowały niesamowity ból w brzuchu, z dwóch ran bardziej ochoczo leciała krew, czułam się coraz słabsza. 

- Pomocy - wyszeptałam pod nosem, leżąc na pół przytomna, potem było ciemno.  

8 komentarzy:

  1. JA. PIERDOLĘ. Uratował Cię tylko Karevik...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam jakich informacji Ci udzielić.

      :***************************************** przepraszam

      Usuń
  2. No ja pierdole!!!! Że się tak niekulturalnie wyraże...
    Ja naprawdę czekałam jak debil na kolejny...ale po jego przeczytaniu już nie wiem czy bardziej mam ochotę cię zabić czy bardziej czekam na kolejny :)
    Czy zamówienie na rozweselenie mogę zamienić na zamówienie na nexta? :D PROOOOOSZĘĘĘĘĘĘ!!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dam wam chwilę ochłonąć po tym co przeszłyście tu i teraz ;D Jeszcze czekam na kolejne słowa niezadowolenia. Tym samym pragnę wyjaśnić, będzie już tylko lepiej, serio ;3 uwierzcie mi na słowo ;D

      Następne za około 2 tyg ;**

      Usuń
    2. Minęły 2 tygodnie :D Kiedy next?

      Usuń
    3. Cholera juz? ;D spoko połowa napisana, jutro przysiądę ;*
      Jak pilnuje ;D

      Usuń
  3. Jak jeszcze raz usłyszę, że ja coś perfekcyjne pieprzę i znęcam się nad bohaterami to wkleję Twoje dane w swój rozdział :(

    OdpowiedzUsuń