sobota, 20 września 2014

10. Wszystko zostaje w rodzinie.

     Nie wiem jak w takiej kobiecie jak ona mieści się tyle siły. Nakłoniła mnie do milczenia, chociaż jedyne na co mam ochotę to krzyczeć. Wrzeszczeć z żalu i bezradności. Owinęła mnie sobie wokół palca, dyryguje jak chce. Sama już nie wiem czy dałam się jej przez własną naiwność, czy jednak dlatego, że miałam nóż przy gardle. 

    Tamtego wieczora, gdy okazało się, że Matt to strachliwy lizodupiec a nie mężczyzna, Val zabrała mnie na przejażdżkę samochodem. Niby pod pretekstem spokojnej rozmowy bez świadków. Wcześniej nie miałam powodów, żeby jej nie ufać, wiec wsiadłam do samochodu, zapięłam pasy i pojechałyśmy. Dwa skrzyżowania dalej, poczułam, że coś jest nie tak, to droga do mojego domu. Uspokoiła mnie myśl, że przecież zna mój adres z kliniki, podawałam tam swoje dane. Zatrzymała się pod domem. 

- Poznajesz to miejsce? - spytała przejeżdżając dłońmi po desce rozdzielczej. 

- To mój dom - powiedziałam przełykając ślinę. 

- Zgadza się, otwórz schowek przed sobą. - Miała dziwnie spokojny ton. 

  Otworzyłam ten cholerny schowek a moje serce przestało bić na ułamek sekundy. W strunowym woreczku był nóż, na nim resztki zaschniętej krwi. 

- Czemu masz w samochodzie takie rzeczy? - Spytałam drżącym głosem. 

- Co stało się w tym domu? - ubrała rękawiczki i wyjęła woreczek a z niego nóż, oglądała go z każdej strony. 

- Tu ktoś zabił mojego ojca. - Obserwowałam każdy jej ruch, chwyciłam za klamkę. Bałam się coraz bardziej. Próbowałam otworzyć drzwi, ani drgną. 

- Oj Julia, Julia. Nie uciekniesz, jesteś w samym środku piekła, jakie planowałam Ci urządzić w życiu już od dawna. - Zaśmiała się, to jakaś psychopatka. - Widzisz są rzeczy o których nie wiesz, a one bardzo mocno odbiły się ma moim życiu. 

- Musiałaś mnie z kimś pomylić, przecież ja cie nie znam. - Ledwo powstrzymałam pierwsze łzy strachu. 

-Ja się nie mylę. I teraz mnie uważnie posłuchaj. Jest taka jedna sprawa, przez która cały mój plan może spalić na panewce. Przyjęłam cie do swojego domu, a w nim panują pewne zasady. Mam zastrzeżenie co do twojego stosunku odnośnie jednej z zasad. - Przyłożyła mi końcówkę noża do policzka. - Nie wpychaj się do łóżka mojemu mężowi. 

- Nie będę - nie wiem czemu to powiedziałam. Mogłam jej wygarnąć, że ma za męża faceta, który sam rzuca się na wszystko co się rusza. Stawka za moje pyskowanie była jednak zbyt duża. Nie umiałam przewidzieć co ona zrobi. Po moich słowach okazało się, ze nie maja one większego znaczenia, ostrze noża powędrowało na moja szyje. 

- Nie zmuszaj mnie do zmiany moich planów i do skończenia tak szybko dobrej zabawy. 

- Świetnie się bawisz? Zamordowałaś mojego ojca! Mnie próbowałaś wkręcić w urodzenie Ci dziecka, bo niby nie możesz, taka biedna i pokrzywdzona. Jesteś chora na umyśle! - poczułam jak przyciska mocniej nóż, zamarłam. 

- Zrobisz to co mówię, inaczej pożałujesz. Wiem, że twoja matka od lat zdycha na raka, jednak jakoś ciągle udaje jej się wygrać kilka kolejnych miesięcy. Ostrzegam, jeśli zaczniesz coś kręcić, próbować mnie wykopać, wydasz mnie, lub będziesz próbować zbliżyć się do mojego męża... Pozbędę się jej raz na zawsze. Powinnam była zrobić to już dawno, ale to by było zbyt proste. Spójrzmy prawdzie w oczy, zabijam ja i co? Spełnia się marzenie z dzieciństwa, tyle. Nudy. Od lat śledzę twoje życie i przez to, że było tak beznadziejnie nudne, nie umiałam znaleźć dobrego sposobu, żeby wykończyć twoja rodzinę. Cierpliwość popłaca i jak widać sama przyszłaś do mnie, los tak chciał. 

- Dlaczego chcesz zniszczyć moja rodzinę, czemu odbierasz mi jedyne co mam. - Poleciały łzy, czułam ich słony smak. 

- Myślę, że lepiej będzie jeśli twoja matka powie ci historie, którą skrywa od lat. Myślę, że możesz się mocno zdziwić. Nie spodziewasz się pewnie, że twoja mama to zwykła dziwka. 

- Przestań! - Zabrała nóż, chociaż byłam pewna, że już poderznie mi gardło. Spojrzałam na nią. 

- Nie dam się ponieść, nie zabije cie, chociaż wierz mi mam na to cholerną ochotę. - Schowała nóż i ruszyliśmy w drogę powrotna. Śpiewała "Im walking on sunshine" i zastanawiałam się czy to może już ja zwariowałam, czy jednak to nadal z nią jest coś nie tak. Jak jeden człowiek mógł mieć dwie tak rożne osobowości. To morderczymi. Auto prowadzi kobieta, drobna i krucha, tak mi się wydawało. Nic bardziej mylnego, ona zabiła mojego ojca. Mężczyznę z krwi i kości, nieważne czy był pijany czy nie. Była w stanie go obezwładnić i dźgać 50 razy, nie zadając śmiertelnego ciosu. Zostawiła go, by powoli się wykrwawił. Wzdrygnęłam się na sama myśl, że mnie mogłoby spotkać teraz coś podobnego. Czego ona chciała, skąd znała mnie i moja rodzinę. Nic z tego nie rozumiałam. Jedyne czego byłam pewna, to tego, że musiałam teraz uciec, schronić gdzieś siebie i mamę. 

- Niech ci nie przyjdziecie do głowy robić jakiś głupich rzeczy. - Powiedziała odpinając pasy. 

- Nie mam z wami nic wspólnego. Kasę oddam, bez obaw. - Wysiadłam, ona również. 

- Strój! - zamarłam, nie wiem dlaczego tak działa na mnie jej głos. Ton tego głosu. Wszystko. Boje się jej. - Julia, głupia Julia. Taka naiwna. Myślisz, że pozwoliłabym ci tak łatwo odejść? Uciec? Schować się? - Spytała drwiącym tonem. - Do podpisania dostałaś nic nie warta umowę o kasę i dziecko, Ale również umowę współpracy ze mną. Jestem twoją  menedżerką, zerwanie kontraktu przed jej upływem równe jest zwrotu kosztów utrzymania cie, plus około 400 tysięcy kary. Umowa została sporządzona przez prawnika, nie wywiniesz się  w żaden sposób maleńka. - Teraz to ja mam ochotę podciąć jej gardło i patrzeć jak jej krew tryska na podjazd. 

- Jesteś psychopatką! Tak nie postępuje normalny człowiek! - Weszłam do domu i poszłam pakować swoje rzeczy, nie zostanę tu ani chwili dłużej, to pewne.

-  Jutro wizyta u lekarza, radzę ci się na niej zjawić, jeśli nie robi ci 400 tysięcy, to pamiętaj ze mogę skutecznie zając się twoja matka. - Moje oczy zrobiły się wielkie z przerażenia, w gardle mi zaschło. 

- Nic jej nie zrobisz, jest w szpitalu, nic nie uszłoby ci na sucho! 

- Nie wiesz jakie mam możliwości w tym mieście. Żadnych głupich ruchów Julia. 

   Nie umiałam jej już odpowiedzieć. Wrzuciłam ciuchy do torby, zapięłam ja. Stała w progu z założonymi rekami. 

- Dokąd się wybierasz? - spytała oglądając swój idealny manicure. 

- Byle dalej od was, chce przejść - powiedziałam ostrzej. 

- Jutro o 11 w klinice, radzę ci się zjawić. Wiesz kolejna transza pieniędzy, leczenie matki. - Chciałam coś powiedzieć ale położyła ni palec na ustach - jutro 11. 

  Przepchnęłam się, a kiedy złapałam za klamkę...

- Gdzie ty wychodzisz? - zapytał mnie wyraźnie zdziwiony Matt.  Odwróciłam się. 

- Nie umiesz trzymać kutasa na wodzy twój problem. Ale wmawianie, swojej psychicznej żonie kłamstw, że to ja dobieram się do twojego fiuta... to już przegięcie, ta baba przystawiała mi nóż do gardła! - Krzyczałam - Zaczynałam myśleć, że jesteś inny, że może jesteś wart więcej niż 10 tysięcy, które wpłaciłeś na konto. Niestety kolejny raz dostałam życiem po pysku, bo wy oboje nie widzicie niczego więcej poza czubkiem własnych nosów! - Wyszłam trzaskając drzwiami, co za ulga.

     Nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić, gdzie iść, czy już chować głowę w piasek, czy jednak z tym zaczekać. Zrobiłam to co powinnam była zrobić już dawno temu, pojechałam do Jake'a. Był jedyna osoba, która mogła mi teraz pomoc. Nie krył zdziwienia gdy zobaczył mnie, grubo po północy, przed drzwiami swojego mieszkania. 

- Przygarniesz mnie? - spytałam, a on złapał mnie za rękę i wciągnął za próg mieszkania. Oglądał z każdej strony. 

- Czy on ci coś zrobił, skrzywdził cie? 

- Nie - odowiedziałam zgodnie z prawda, nie mając odwagi dodać, że to jego żona jest chora na głowę. 

- Odłóż torbę w mojej sypialni, zrobić ci herbaty? 

- Nie, ja pójdę się położyć, dobrze?

- Jasne, ja będę na kanapie. Julia, martwię się. 

- Jake przytul mnie jeszcze - gdy to zrobił rozpłakałam się jak dziecko. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. O nic nie pytał, dał mi czas, a właśnie tego teraz potrzebowałam.

- Dlaczego dopiero teraz zdecydowała się pani złożyć zawiadomienie? - Spytała mnie kobieta siedząca naprzeciwko mnie. Wróciłam do rzeczywistości, historia którą jej opowiedziałam odtworzyła się w mojej głowie sekunda po sekundzie. Patrzyłam chwilę na panią komisarz.

- Bo się bałam. Nie mam nikogo kto mnie obroni, nie mam żadnych dowodów. Minęły dwa miesiące. Jestem w tej pieprzonej ciąży, moja mama ma za kilka dni wyjść ze szpitala, a ja boje się, że Val może jej coś zrobić. Proszę mi pomóc...

- Bez dowodów niewiele możemy.

- Doszło do przestępstwa, morderstwo, fałszywe umowy, zastraszanie mnie, groźby ... nie wierzę, że policja nie może z tym nic zrobić. Jeśli nie wy, to kto ?


    Nie uzyskałam żadnych konkretnych odpowiedzi. Wyszłam z komisariatu i pojechałam do szpitala. Moje serce kolejny raz zatrzymało się na ułamek sekundy, gdy zobaczyłam, że sala mojej mamy jest zupełnie pusta. Pobiegłam do pielęgniarek.

- Gdzie jest moja mama?

- Spokojnie Julia, twoja mama wróciła do domu, przecież wiedziałaś, że odbiera ją Valary Sanders. Mama powiedziała, że zna ją i ty ją znasz no i tak ustaliłyście.

- Nic takiego nie ustalałyśmy, wiadomo gdzie ta kobieta zabrała moja mame?

- Nie podawały adresu, a ja miałam ci tylko przekazać wypis - podała mi szarą kopertę, uśmiechając się. Masz powód do śmiechu, oddałaś moją mame w ręce psychopatki, gratuluje. Zacisnęłam pięści, byłam wściekła... odetchnęłam i poszłam do windy. Z koperty wyciągnęłam wypis, wypadła mała karteczka. Podniosłam ją, był na niej adres.

  Po 40 minutach drogi znalazłam się na ulicy, gdzie jeden obok drugiego stały domki. Niewielkie, zadbane, z równo ściętym trawnikiem. Znalazłam odpowiedni numer i zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi Val, sprawczyni moich wszystkich obecnych problemów.

- Gdzie jest moja mama!? - Popchnęłam ją i weszłam do środka, rozglądałam się, poszłam do kuchni, która była na lewo. Moja mama siedziała przy stole, miała kawę w filiżance, było też ciasto. Trudno mi było uwierzyć, że właśnie miło sobie plotkowały o starych dobrych czasach. - Mamo zbieraj się, jedziemy do domu.

- Julia, skarbie... do jakiego domu? - odsunęła krzesło obok siebie - siadaj dziecko.

- Mamo to nie pora na pogaduchy, musimy uciekać.

- Spokojnie, dziś nie jest sądny dzień, raczej dzień prawdy. - Dodała Val wchodząc do kuchni.

- Nie odzywaj się, za uprowadzenie mojej mamy ze szpitala, pójdziesz siedzieć!

- Julia siadaj - poprosiła mama, a ja zrobiłam to co chciała. - Wiesz, że bardzo cie kocham. Zawsze uważałam, że za bardzo poświęcasz swoje życie, marzenia i plany na ratowanie mnie. Chciałabym to docenić, ale nie wiesz nawet jak bardzo wolałabym umrzeć i nie ranić już nikogo.

- Mamo przestań, bredzisz jakieś bzdury... - obserwowałam Val, chciałam przewidzieć każdy jej ruch.

- Jako jedyna masz o mnie tak dobre zdanie, ale prawda jest nieco inna od tego co masz w głowie. A Val nie jest ci obcą osobą w żadnym wypadku.

- Jest, nie znałam jej, przypadek sprawił, że spotkałyśmy się jakiś czas temu i to był duży błąd.

- Julia, Val to rodzina, to twoja siostra.

11 komentarzy:

  1. siostra chciala ja zabic xD fajnie, chyba jednak mam normalna siostre :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A myślałam, że tylko ja jestem na tyle psychopatyczna żeby z Valary robić zabójczynię własnej siostry :) Nie jest widac tak źle. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już pisałam, że jestem team Jake!!!! Dla mnie to taki Tomcio i koniec. On się troszczy o Julię, pomaga jej, jest z nią kiedy go potrzebuje i tak dalej i tak dalej. A ten idiota Shadows co? Wielkie gówno! Pantoflarz zasrany, chowa się za plecami Val i myśli, że błyszczy. Pfffffffffffffffffffffffffffffff.

    Ale przejdźmy do najważniejszego. O KURWA, ŻE PRZEPRASZAM BARDZO COOOOOOOOOOOOOOOOO???????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wiedziałam, że Val jest pojebana, ale żeby była psychopatką? Zabić ją!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Zanim jeszcze bardziej skrzywdzi Julię! I WTF z końcówką?! Jest jej siostrą? Nie może być, Julia na pewno nie wgląda jak koń! Ziom... przesadziłaś. Pisz następny I TO JUŻ! Bo zrobię coś Sandersowi... 3:)

    Kocham i uwielbiam! I czekam na kolejny!!!!!!!!!!!!
    Pat <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myśl, ze jak poczarujesz paluszkami, to juz mozesz krzywdzić Matta.
      Julia jest ładna po swojej mamie, wiec nie wyglada jak koń :D
      Następne jest w trakcie prac !!

      Usuń
  4. Ożesz kurwa! O fuck! Jeśli gdzieś w zakamarkach moich głupich pomysłów przeszło mi przez myśl, że to Val zabiła to jakoś się w to nie zagłębiałam, bo nie widziałam powodu...a tu taki szok! No kurde brak słów.
    Czekam na następny! Oby jak najkrócej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaskoczyłam! Jestem z siebie taka dumna :3 co do następnego, to moze w piątek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O fuck! no to dupa. Toś wymyśliła.. Val siostrą? ehh...
    Matt to pierdoła i już. Teraz opcja, że Val ma kamery w domu jest możliwa.
    Normalnie nie wiem co napisać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie na smuta, niedługo moze wroce do żywych i kilka spraw sie wyjaśni :)

      Usuń
    2. wracaj jak najprędzej :D

      Usuń