niedziela, 19 października 2014

12. Plany na przyszłość


           Ocknęłam się na kanapie. Mama siedziała przy mnie, głaskała po policzku. Spojrzałam w bok, w kuchni stała Michelle blada jak ściana trzymając szklankę wody. Nie było go, nie wiedziałam co się stało. Usiadłam powoli na kanapie, kręciło mi się w głowie.

- Matt, gdzie jest Matt? - rozglądałam się

- Moczy ręcznik, żeby ci przyłożyć do głowy, zemdlałaś kochanie. Połóż się - powiedziała mama, nie zabierając swojej dłoni z mojego policzka.

- Już się dobrze czuje - zawroty głowy ustąpiły

- Julia... - stał z ręcznikiem, kompletnie bezradny. - Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć.

- Trudno się było nie wystraszyć, kiedy wyglądałeś jakbyś przyszedł mnie zabić. O to by było nawet zabawne, twoja żona tego nie zrobiła, za to ty byś to zrobił. Normalnie komedia.

- Nic takiego nie przyszło mi do głowy, jak się czujesz? - Usiadł obok

- Ja nie miałam innego wyjścia, ona groziła mi i mojej mamie. Wtedy w tym samochodzie... miałam nóż przy gardle i obiecałam jej milczenie. Tylko jak mam siedzieć cicho kiedy wiem już kto zabił mojego ojca. - Moja mama mnie przytuliła, kojące uczucie.

- Nie rozumiem czemu mi nie powiedziałaś, nie uprzedziłaś. Myślałem, że możemy sobie powiedzieć o wszystkim.

- Słucham?! - krzyknęłam do niego, wyrwałam się z objęć mamy, wstałam żeby być wyższa od niego i żeby go wdusić w tą pieprzoną kanapę. - Powiedzieć sobie wszystko? A kim my niby dla siebie jesteśmy? Twoja, chora na głowę, żona wykorzystała fakt, że chcę urodzić komuś dziecko, żeby ratować swoja mamę. Zamordowała mojego ojca, groziła mi i mojej mamie. I miałam Ci o tym niby powiedzieć, bo co? Bo świetnie się bawiłeś wkładając mi dłoń między nogi, a potem zwaliłeś winę za uwodzenie na mnie? Jesteś paskudnym, draniem, kutasem jakiego nie widział świat, jesteś tak samo nic nie wart jak ta twoja żona. Oboje jesteście odpowiedzialni za niszczenie mi życia! Byłeś zbyt zapatrzony w siebie, w swoje potrzeby, ja miałeś tylko po to, żeby wsadzić kutasa w coś wilgotnego jak najdzie cie ochota! Nie widziałeś, że od lat szuka tylko okazji, żeby zemścić się na mojej rodzinie. Jak możesz mówić, że powinnam ci była powiedzieć. 


   Wziął mnie na ręce kiedy  się już uspokoiłam. To znaczy nie okładałam go z pięści, po głowie, klatce piersiowej. Próbował trzymać moje ręce, ale resztkami sił wyrywałam mu się i waliłam dalej, musiałam wyrzucić złość. Usiadł ze mną na łóżku, tulił mnie i trzymał moje ręce. Wyrwałam się, chciał je zabrać, ale odpuścił kiedy go objęłam. Zrobił to samo, a ja znów poczułam to co tamtego dnia na tarasie. Czułam ten sam spokój. To czego tak bardzo mi brakowało.

~~~

- Michelle, odwiozę cie do domu, chodź. Pani... - potrzebowałem podpowiedzi, bo nie wiedziałem jak ma na imię mama Julii.

- Margaret, jestem Margaret - Powiedziała do mnie ze spokojem w głosie.

- Jeśli Julia będzie chciała porozmawiać niech do mnie zadzwoni. Dam jej teraz czas, żeby ochłonęła i poukładała sobie wszystko. Do widzenia. 


- Jeszcze raz bardzo przepraszam, nie umieliśmy jej powstrzymać. - Dodała Michelle. 

- Wracajcie bezpiecznie do domu. Wszyscy potrzebujemy teraz czasu. - Margatet uśmiechnęła się. - Do widzenia. 

  Jechaliśmy do domu Briana, biłem się z myślami. Czy rzeczywiście byłem tak ślepy? Nie zauważyć, że moja żona prowadzi podwójne życie. Ciężko westchnąłem i wtedy odezwała się Michelle.

- Wyciągniemy ją z tego?

- Jak? Michelle, kurwa ona zabiła człowieka. Ja widziałem ojca Juli tam w domu, zadźganego, wszędzie była krew. Jedyne co do mnie dociera, to fakt, że zrobiła to twoja siostra. Moja żona, ja nie wyszedłem za nią bo taki miałem kaprys, kocham ją przecież. Czemu ona nic nie mówiła, ja nawet nie wiedziałem, że miała jakieś problemy. Przy mnie była inna.

- Nasi rodzice przechodzili przez piekło, w które nas wciągnęli. Miałyśmy po 6 lat, ojciec zaczął znikać z domu, potem zaczęły znikać pieniądze. Rodzice żyli w separacji, przerzucali sobie mnie i Val z rąk do rąk. Serio czułyśmy się takie niepotrzebne. Wiesz, że ona jest córeczką tatusia, wiec każda zła rzecz jaka się działa z jego udziałem... bardzo ją to przytłoczyło. Trzymała w sobie przez lata gniew, zawsze mówiła o zemście. Tylko nie brałam tego jakoś serio kiedy była dzieckiem.

- Ale mówiła też o tym później, dlaczego mi nic nie powiedziałaś, pomógłbym... chce jej pomóc. To moja żona, przyjaciółka.

- Ona nigdy ci nie mówiła, bo dałeś jej to, co odebrał ojciec. Bezpieczeństwo i miłość.

- I zjebałem gdy tylko trochę sodówki uderzyło mi do głowy, ekstra. - Byłem coraz bardziej podłamany.

- Ale nadal się kochacie, od czasu zaręczyn żyjecie jak w bajce. Szczęśliwi, zakochani, kolacje, wyjazdy... nie rozumiem czemu w niej nadal siedziały te wszystkie złe uczucia jakie miała.

- Ja też nie rozumiem, nic nie rozumiem. Co do tego wszystkiego ma Julia?

- Matka Julii miała romans z naszym ojcem, Julia to nasza przyrodnia siostra. Teraz ci się poukładało?



    Raczej zrobiło mi się niedobrze. Znając historię małej, nie mogło do mnie dotrzeć, jak moja żona mogła być takim potworem i jeszcze dokładać zmartwień. Bo niby dlaczego, to jej ojciec zaruchał, zrobił dziecko innej kobiecie, która już swoje odpokutowała. Julia tym bardziej nie była temu nic winna. Zmarnowała już dość czasu nie myśląc o swojej przyszłości, byle za wszelką cenę przedłużyć życie swojej mamie. Myśli kłębiły mi się w głowie, a do gardła coraz bardziej podchodził dzisiejszy obiad. Zawibrował mi telefon w kieszeni, wyciągnąłem go i odczytałem wiadomość.

   " Nie chcę być sama"

-
Matt? - Moje wpatrywanie się w ekran telefonu przerwała Michelle.

- Tak? - Spojrzałem na nią, trzymała uchylone drzwi.

- Wpadniesz do nas?

- Nie, pojadę do domu. - Nie zorientowałem się nawet kiedy dojechałem pod dom Hanera.

- Jeśli będziesz czegoś potrzebował to daj znać. I jeśli będziesz miał jakieś wieści o Val, proszę odezwij się. 


- Jasne, będziemy w kontakcie. Michelle, dzięki.

- Do zobaczenia Matt - wysiadła i zamknęła drzwi, a ja ruszyłem prosto do Julii.

  Po 30 minutach byłem u niej, kupiłem dużo chusteczek i lody waniliowe, to jest zawsze dobre na smutki. A ona na pewno była teraz w tragicznym stanie. Zapukałem do drzwi, otworzyła mi Julia i  od razu się przytuliła. Jej mamy nie było już w pobliżu.

- Gdzie są łyżki? - Zapytałem rozglądając się dookoła.

- Nie potrzebujemy łyżek, chodź ...

~~~

  Obudziłam się rano, przez chwilę mrugałam oczami, próbując przyzwyczaić zaspane oczy do ostrego światła w pokoju. Kiedy usiadłam poczułam jak bardzo jestem obolała. Seks z tym facetem to niezły maraton. Spojrzałam na niego, spał spokojnie obok, chyba śniło mu się coś miłego, bo czasem jego kąciki ust się unosiły. Poszłam pod prysznic, myjąc się wspominałam dotyk jego dłoni na moim ciele. Jego usta kiedy całował każdy skrawek mojej skóry. Dał mi tej nocy wszystko czego potrzebowałam. Ja dałam mu jedynie siebie, ale mówił mi, że bardzo tego pragnął. Ilość emocji, jakie towarzyszyły mi wczorajszego dnia, sprawiły, że moja głowa aż pulsowała. W dresowych spodniach i białym topie na ramiączkach poszłam do kuchni i zaczęłam robić naleśniki. Kiedy wlewałam trzecią porcje ciasta, ktoś zaczął otwierać drzwi. Mój idealny okrągły naleśnik zrobił się czymś czego nie umiem nazwać, a w drzwiach pojawił się Jake.

- Cześć mała - uśmiechał się od progu, położył swoje graty i przyszedł mnie przytulić.

- Jak było? - Spytałam, odpychając go trochę od siebie. Tulił tak mocno, że brakowało mi tchu.

- Wspaniale, mam ci tyle do opowiedzenia - szedł już w stronę sypialni, pewnie chciał się przebrać, albo umyć... kurwa Matt!

- Nie, nie, nie Jake, zostań ze mną. Chcę się dowiedzieć wszystkiego teraz, proszę. Jestem bardzo ciekawa. - Dociągnęłam go jakoś do stolika.

- No dobrze, zrobisz mi kawę? - Przyglądał mi się - masz malinkę na szyi ...

- Cholera - tylko tyle z siebie wydusiłam, na domiar złego, do kuchni wszedł Matt.

- Dzień dobry - Powiedział Jake i bacznie obserwował swojego wroga numer jeden.

- Witaj Jake, słyszałem, że byłeś w Nowym Jorku. Jakieś przesłuchania, tak? Jak ci poszło?  - O M G, nie wierzyłam własnym uszom. Shadows próbował się zaprzyjaźnić?

- Tak, Julia też miała ze mną lecieć, ale COŚ jej pokrzyżowało plany.

- Kto jest głodny? - postawiłam talerz naleśników na stole, chłopcy spojrzeli na siebie, a potem na mnie. - No co? Smacznego.

    Udało mi się, kiedy się najedli byli spokojniejsi. Jake poprosił mnie na stronę chciał pogadać.

- Jeśli będziesz mi mówił, że źle robię, to będę zła. - Ostrzegłam na początku.

- Nie zamierzam, chciałem ci coś pokazać, bez świadków.  - Zaczął się dziwnie uśmiechać, kolejny psychol?

- Mów, bo zaczynam się denerwować... - nie kłamałam. 

- Po przesłuchaniu mieliśmy dużo czasu i wykorzystaliśmy go siedząc w studiu, popatrz co powstało - Puścił mi filmik


   Kiedy obejrzałam do końca łzy leciały mi już strumieniami po policzkach, miałam być tego częścią. Chciałam śpiewać, nie czuć strachu, bólu, tęsknoty za normalnością. Chciałam być wolna. Jake złapał moje policzki w dłonie, otarł łzy.

- Tak mi smutno, że mnie tam nie było.

- Julia to nic straconego - mówił to patrząc mi w czy, nadal się tak dziwnie uśmiechał. - Wziąłem ze sobą nasze wspólne nagrania, te najnowsze. Plus mieliśmy zapisy z tego spotkania z zespołem w Los Angeles. Powiedziałem im, że masz trudną sytuację, chorą mamę i tak dalej. Rozumieją to i cieszą się, że mogą dać ci szansę na rozwój.

- Jak to - nie mogłam uwierzyć w ani jedno jego słowo.

- Przyjęli cię do ekipy, wystąpimy razem na Brodway'u rozumiesz? - lekko mną potrząsnął, bo nie wydobyłam z siebie ani jednej emocji.

- Ja pierdole ... - O jednak coś wydukałam, a potem mocno się do niego przytuliłam. - Jesteś moim najlepszym przyjacielem. Jake dziekuję.

- Zasługujesz na to. I nie masz się co martwić, spektakl wraca na deski dopiero za rok, za 2 miesiące zaczną się próby. Będziemy ćwiczyć w LA wiec nie będzie daleko. Wszystko idealnie zaczyna się układać. 

   Resztę dnia spędziliśmy we czwórkę, Jake i ja planowaliśmy wspólnie nadchodzące tygodnie. Matt obiecał udostępnić nam swoje studio żebyśmy mogli dalej ciągnąć pomysł z nagrywaniem wspólnych coverów. Moja mama nie mogła przestać płakać ze szczęścia.
  Wieczorem umówiliśmy się z całą nową ekipą w restauracji. Po kolacji siedzieliśmy jeszcze na plaży. Świetnie nam się gadało. Każdy z nas był młody i pełen wiary i planów na przyszłość.
  

10 komentarzy:

  1. Aaa! Zaczna sie układać! <3

    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjna piosenka tak swoją drogą! Bardzo pozytywnie rozwiała te wszystkie złe rzeczy jakie się jej przytrafiły! Nadal dziwnie czytać o Koniu jako pozytywnej postaci!
    Seks z Mattem? Sympatycznym Mattem? :P Oh taaaaakkk....

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się właśnie jakoś niezwykle łatwo piszę miłego konia ;D

    Oh taaak :D ale penisa nie ma tak imponującego jak głoszą legendy. Raczej potrafi to co ma nieźle obsługiwać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha! miałam racje z tym, że zemdlała :P
    Jak fajnie, w końcu się zaczyna układać. Coś mi się wydaje, że Jake i tak nie zaprzyjaźni się z Mattem. Za pięknie by było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matt nie skrzywdziłby muchy, więc Julki tym bardziej ;D

      A Jake i Shadows będą darli koty ze sobą ;D ale kto się czubi ten się lubi ;> podobno.

      Usuń
  5. Wiedziałam, że jej nie skrzywdzi. Przecież musiał ją przelecieć ;)
    Czekam na ciąg dalszy, bo pewnie sielanka między nimi nie potrwa zbyt długo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moze wlasnie dla odmiany troche potrwa? ;>

      Usuń
  6. Jeżeli ta sielanka serio potrwa dłużej, to cholera ściągam Ci ze stanów odlew penisa Matta O__o

    Julia, która skopała Matta i zwymyślała go? MIŁOŚĆ!!!! Laska wygrała cały rozdział :D Absolutnie fantastyczna scena! Należało mu się jak nikomu innemu! Tylko szkoda, że tak szybko mu wybaczyła i przyjęła do łóżka :/ Wiem, ciąża, hormony i te rzeczy, ale mimo wszystko. Po tym co jej zrobił... No chyba, że ma zamiar go wykorzystać, pobawić się "dźwignią", a następnie olać. Może to czegoś by go nauczyło i MOŻE wtedy trochę bym mu wybaczyła :3

    Na razie kibicuję Jake'owi! I serio mam nadzieję, że on jednak wywalczy jakąś pozycję w sercu Julii. Bo jeżeli Sanders będzie mógł wślizgnąć się w jej serce tak samo łatwo jak w jej... norkę, to będę baaardzo zawiedziona... A tego chyba nie chcesz ^^

    Kocham cholernie i czekam na następne! Powiedz, że masz teraz duuuużo czasu na pisanie, prooooooooszę *___*
    Pat :*******************

    PS. No dooobra, Matt bzykający Julię jest hoott *__________*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ochłoniesz po spotkaniu to moze juz cos bedzie ;>

      Usuń