niedziela, 6 lipca 2014

1. Rozwiązać problem

Cześć!
Z góry mówię, że nie odpowiadam za interpunkcję, rozchwianie emocjonalne (w późniejszych etapach historii) oraz, że nie przyjmuję skarg i innych roszczeń. Dziękuje za uwagę. Ściskam i życzę dobrej zabawy, muahahaha, taki żart. :)


   Ten dzień dał mi solidnie w mordę, czując ból w sercu i niemal w całym ciele wsiadłam na swój rower i pojechałam do domu. Zaśmiałam się w duchu na słowo "dom" od dawna coś takiego nie istniało w moim życiu. Myślami ciągle byłam jednak bardziej w szpitalu, echem odbijały się w mojej głowie słowa, góra 3 miesiące. Jak w tak krótkim czasie miałabym zdobyć pieniądze, pracuje wieczorami w barze, ledwo skończyłam liceum, o studiach mogłam pomarzyć. Ocknęłam się gdy zatrąbił na mnie samochód, było zielone, ruszyłam dalej. Stopniowo piękne domy zamieniały się w te bardziej skromne. Później w bardziej zaniedbane, mój świat. Rzuciłam rower przed gankiem, nikt i tak go nie ukradnie, nie jest nic wart. Weszłam do środka, ciągle te same ściany z odchodzącą tapetą w kwiaty, nieprzyjemny zapach wilgoci. Zamknęłam oczy starając sobie przypomnieć jak pięknie potrafiło tu być, całe 20 lat temu... kiedy byliśmy szczęśliwi.

- O jesteś wreszcie - odezwał się leżąc na kanapie, zawsze tu leżał, czasem miałam wrażenie, że po prostu już do niej przyrósł. - Trzeba coś ugotować, jak matka? Jeszcze żyje?

- Mógłbyś się powstrzymać, serio. - Otworzyłam lodówkę, pusto, tylko piwo. Jego piwo.

- O możesz mi podać od razu - ani drgnął na kanapie.

- Nie mogę, muszę się przygotować do pracy - poszłam do swojego pokoju, wyciągnęłam szorty, biały top na ramiączkach, przebrałam się, rozczesałam włosy. Spojrzałam w lustro, bywało gorzej. Sypiałam może 4 godziny w ciągu doby, pracowałam od wczesnego wieczora do 6:00 rano, brałam prysznic i jechałam do szpitala gdzie spędzałam cały dzień. Czytałam mamie książki, słuchałyśmy razem muzyki albo oglądałyśmy telewizje, spałam gdy ona spała. Czasem też dla niej śpiewałam, uwielbiałam to robić. To też pozwalało na chwile zapomnieć o tym całym gównie jakie mnie otaczało. Z myślenia o tym jak marne jest moje życie, wyrwał mnie dzwoniący telefon, który już dawno powinien leżeć w muzeum, przyciskałam zieloną słuchawkę a on nie reagował 
– By Cie trafił szlag! - Oddzwoniłam, gdy telefon wrócił zza światów i słuchał się mnie.

- Przyjechać po ciebie? - Odezwał się głos po drugiej stronie, to był Jake. Znaliśmy się z pracy, on występował tam co wieczór, ja czasem z nim śpiewałam, gdy było mało klientów.

- Jeśli to nie jest problem to chętnie skorzystam. Jestem gotowa, za ile będziesz?

- Jestem pod twoim domem mała - rozłączył się. "Mała" wkurzało mnie to, ale wiem że on jeden nie mówił tego z podtekstem erotycznym, ja po prostu nie imponowałam wzrostem. Niczym nie imponowałam... tak, tak wiem, chujowo z moją samooceną, życie.
- Podasz mi to piwo do cholery?

- Mógłbyś czasem podnieść dupę z tej kanapy wiesz? Coś zrobić ze swoim życiem – Podałam mu butelkę.

- Uważaj do kogo mówisz gówniaro!

- Tak, tak, idę do pracy. - Wzięłam swoją torebkę i wyszłam z domu. Jake czekał już w swoim czerwonym Frodzie. Wsiadłam i zapinałam pasy - Dzięki, że przyjechałeś.

- Nie ma sprawy, twój rower już trochę odmawia współpracy – zaśmiał się. A spadaj, ty masz prawie Ferrari, a ja mam prawie sprawny rower pomyślała.
- A goń się – zrobiłam smutną minę, połaskotał mnie. Ten drań zawsze to robił.

- Nie znoszę gdy się nie uśmiechasz. Czasem mam wrażenie, że widzę twój uśmiech tylko gdy śpiewasz.

- Tylko wtedy jestem wolna. - Powiedziałam zgodnie z prawdą – nie wiesz jak mogę zdobyć około ćwierć miliona w góra miesiąc

- Że co? - spojrzał na mnie wyraźnie zaskoczony, zaraz jednak skupił się znów na prowadzeniu.

- Lekarz powiedział mi dzisiaj, że mają coraz mniejsze pole manewru. Potrzebna jest kolejna chemia, inny skład coś tam, pierdolenie. A nie będą mogli jej podać, bo mamie nie chcą przedłużyć ubezpieczenia. Za kasę z baru ledwo mi starcza na rachunki... Nie wiem co robić.

- Możemy zrobić w barze koncert i zebrać trochę kasy, chociaż na początek. Ty potrzebujesz o wiele więcej niż jestem w stanie sobie wyobrazić, kupa kasy.
- To już jakiś pomył, dzięki. - Kolejne 10 minut podróży minęło w ciszy, każdy zatracił się w swoich myślach. Weszliśmy razem do baru. 
- Cześć Meg – lubiłam ją, miała pełno tatuaży, kolczyki w różnych dziwnych miejscach. Czasem się zastanawiałam czy tam też je ma. Cóż po niej można się było tego spodziewać. Wzięłam ścierkę i przyłączyłam się do polerowania kufli, Jake zaczął miło przygrywać na swojej gitarze. Znałam tą melodie, włączył podkład z pianinem i perkusja, a sam grał na żywo na gitarze. Mimowolnie zaczęłam śpiewać razem z nim.

- Może zamiast polerować kufle idź pośpiewać, ja sobie poradzę. - Uśmiechnęła się do mnie odkrywając kolejny kolczyk. - Dzisiaj zrobiłam – cholera zauważyła moje zainteresowanie nowym mieszkańcem w jej ustach.

- Jesteś popieprzona – uśmiechnęłam się ciepło, odłożyłam kufel i ścierkę. Weszłam na scenę, chwyciłam za mikrofon. - Mogę chociaż jedną piosenkę?

- Śmiało mała. To co zawsze na rozgrzewkę? - Skinęłam głową a on zaczął grać Be the One, Jack'a Penate.

   Wraz z ostatnimi słowami piosenki, do baru wszedł pierwszy klient, bywał u nas dość często, miał na imię Harry i na oko był koło 50tki. Zdecydowanie uciekał z domu i zapijał tu smutki. Parę razy próbował się wygadać, jednak za chwilę temat zanikał, bo klienci chcieli kolejne piwo, kolejne orzeszki. Ta noc mi się dłużyła, ciągle myślałam o tym co zrobić, żeby mieć pieniądze. Na kredyt nie miałam co liczyć, nie zarabiałam dużo, dla banku byłam niewiarygodnym kredytobiorcą.

- Zasłużyłem sobie na szklankę wody za to śpiewanie? - Spytał Jake siadając na stołku barowym.

- Zaczekaj moment, muszę donieść piwo na 5 stolik – uśmiechnęłam się ciepło i poszłam z piwem do grupki młodych mężczyzn. Gdy jeden uszczypnął mnie w tyłek, aż się we mnie zagotowało. - Łapy przy sobie, nie jestem twoją zabawką.

- A chciałabyś być? - Uśmiechnął się i jego dłonie znów zbliżały się do mojego ciała, nie wytrzymałam i zdzieliłam go tacą w głowę. Nie za mocno, byle mu poukładać pod deklem.

   Wróciłam za bar, nalałam wody dla przyjaciela. Wypił jednym duszkiem, było już grubo po 4 w nocy, mało kto odróżniał gadanie innych od śpiewu, więc Jake sobie odpuścił. A w mojej głowie, coraz bardziej utrwalał się jeden pomysł.
- Możesz mi pożyczyć swój komputer? - miałam chwilę dla siebie, każdy dostał pełną szklankę.

- A po co ci mój komputer? - Pytał, jednak po chwili podał mi go – nie zepsuj.

- Spierdalaj – zaśmiałam się i zajęłam się szukaniem tego co mnie interesowało. Zdziwiło mnie, że są oficjalne strony do wynajmowania brzucha. Niektóre oferty były za takie pieniądze, o których nawet nie śniłam. - Pożyczysz mi komputer do jutra?

- Co ty kombinujesz?

- Staram się ratować moją mamę. - Zakryłam monitor – nie zaglądaj, proszę.

- Widziałem... Nie zrobisz tego, nie możesz, zwariowałaś?

- Pomogę i mojej mamie i komuś innemu, to dobry pomysł. Tym bardziej, że zgarnę za to kupę kasy. Wystarczy na leczenie.

- Masz klapki na oczach, nie wiesz w co się pakujesz.

- A skąd to wiesz? Byłeś w ciąży?

- A ty byłaś? Wiesz jaka jest więź między takim maluchem a matką?

- Z tym, że ja nie będę jego matką, tylko przenośnym urządzeniem, do noszenia go.

- Jesteś nienormalna. Bierz ten komputer, ale jako twój przyjaciel, stanowczo ci to odradzam, poradzimy sobie bez bogatych ludzi.

-To są ludzie w potrzebie. A zresztą po co ja z tobą dyskutuje, podjęłam decyzje. Mama będzie zdrowa, wyprowadzimy się od ojca, zaczniemy nowe życie. Zobaczysz wszystko będzie nowe, lepsze. - Uśmiechnęłam się do samej siebie na myśl o nowej, lepszej przyszłości.

    Koło 6 rano, Jake odwiózł mnie do domu. Ojciec chrapał na kanapie, ja wzięłam zimny prysznic, założyłam świeże ubranie. Miałam jeszcze godzinę nim mogłam ruszyć do szpitala. Zarejestrowałam się na tej stronie, podałam wszystkie informacje o sobie oraz cenę za swój brzuch. Oby ktoś go kupił.
  

3 komentarze:

  1. OMG!!!!!!!!!! Jeżeli planujesz to co myślę, że planujesz to czuję fchuj dramy :( Biedna J. Nawet nie wyobrażam sobie jak zdesperowana musi być, żeby zdobyć się na coś takiego... Już mi jest smutno, a co będzie później? Ale to właśnie u Ciebie kocham. Jest jak w kalejdoskopie, nie można przewidzieć co będzie dalej <3 I naprawdę, naprawdę cholernie się cieszę, że wróciłaś!!! Tylko masz mi obiecać, że będzie dużo serduszków, kwaituszków i jednorożców, plooooseeeee! Zniosę prawie wszystko, ale nie to, że u Ciebie nie będzie wielkiej, szczęśliwej, Macioszkowej epic love :D Czekam na kolejny rozdział i na pojawienie się zUa w najczystszej postaci... -.-
    Najszczęśliwsza na świecie, chociaż jak zawsze cholernie opóźniona z komentowaniem,
    Twoja Pat :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To kiedy kolejny?
    I czy mi się wydaje czy ona wynajmie swój brzuch komuś z sevenfoldów?

    OdpowiedzUsuń