wtorek, 29 lipca 2014

5. 50 razy ...

   Gdy weszłam do domu, poczułam tylko, że wdepnęłam w coś mokrego. Zaczęłam przeklinać pod nosem, sięgnęłam ręką do kontaktu i nacisnęłam włącznik. Mój ojciec leżał na ziemi, miał otwarte oczy i usta. Krew była na całej podłodze, to właśnie w nią wdepnęłam. Całkiem sporo udało mi się zapamiętać, chociaż chwila w której go zobaczyłam, nim zaczęłam krzyczeć, trwała pewnie ledwie parę sekund. Osunęłam się po ścianie, zaczęłam płakać. Ojciec nie zawsze był taki beznadziejny, moje wczesne dzieciństwo wspominam nie najgorzej. Tata się starał, jeździliśmy na wycieczki, w domu też było spokojnie. Wszystko się zmieniło, gdy miałam jakieś 6 lat, jakby cała ta bańka szczęścia pękła. Rodzice kłócili się coraz częściej, głośniej, bardziej. Potem doszło bicie, alkohol. W takim domu dorastałam, kiedy miałam 16 lat moja mama zachorowała. Wzięłam dom na siebie, chodziłam też do szkoły, no i bywałam w szpitalu. Później wracałam i zajmowałam się domem. Ojciec miał już wtedy wywalone na świat. Jednak mimo tego wszystkiego, to był mój tata, nigdy, przenigdy, choćby nie wiem jak była zła na niego, nie życzyłabym mu śmierci, nie takiej.

  Jak burza wpadł do domu Matt, podniósł mnie z ziemi i trzymał w ramionach, a ja, poczułam coś dziwnego, spokój. Wiedziałam, że kiedy on jest teraz obok mnie, nic złego już się nie stanie. 

- Julia, co tu się do cholery stało? - wyszeptał tuląc mnie mocno. - Tobie nic się nie stało? - zaczął mnie oglądać z każdej strony. 

- On już tak leżał jak przyszłam, on umarł... Kto mu to zrobił? - Potrzebowałam odpowiedzi, bo z chęcią zrobiłabym to samo tej osobie.  

- Trzeba zadzwonić na policje, chodź wyjdziemy stąd. -  Objął mnie ramieniem i wyprowadził na taras przed domem. - Usiądź na schodach, żebyś mi nie padła znowu. Ja zadzwonię na policje. 

- Tak - tyle zdołałam powiedzieć i zamiast zrobić to o co mnie prosił, stałam dalej tuląc się do niego. Początkowo był chyba  zdziwiony, stał nieruchomo, biło od niego ciepło i spokój, tego potrzebowałam wiec nie zamierzałam go puszczać. Zaczął gładzić moje plecy, uspokoiłam się bardziej. Nie rozumiałam jak w ciele jednego człowieka, może tkwić jakby dwóch facetów. Potrafił być skończonym dupkiem, a potem kimś kto ma serce.
  
    Rozmawiał z policjantami a ja słuchałam jak bije mu serce, bim bam, bim bam. Gdy skończył, poszliśmy do samochodu. Dał mi wody, puścił jakaś muzykę, nie znałam tego, ale wpadało w ucho, coś gitarowego. Nie mogłam go spytać jaka to kapela, bo właśnie rozmawiał przez telefon. 

- Julia kończy zmianę o 5 wtedy z nią porozmawiam, na razie roznosi piwo, wiec nie mam jak spokojnie zagadać. - Chwila ciszy i niewyraźne słowa, które mówiła kobieta, pewnie Val. - Nie kochanie, nie czekaj na mnie. Ja wrócę, pójdę pobiegać i zjemy śniadanie, ok? - znów ona coś mówiła, żałuje, że nie wiem co. Zwróciłam za to uwagę na słowo "kochanie", z jego ust brzmiało niezwykle przyjemnie. Zaczynałam myśleć, że Val ma szczęście mając go za męża. To sukces, biorąc pod uwagę, że ostatnio jej współczuła. Skończył rozmawiać i wyłączył muzykę, sprytnie, w barze nie jest za cicho zazwyczaj. 

- Dlaczego kłamałeś? - Spytałam, oglądając etykietę na wodzie z każdej strony. 

- A miałem jej powiedzieć, że nie przyjadę, bo twój ojciec leży martwy w domu? - westchnął. 

- Wpakowałam cię w kłopoty, nie chciałam... W ogóle nie powinnam korzystać z twojej pomocy. - Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Usłyszałam sygnał nadjeżdżającego radiowozu. Wysiadłam z samochodu, policjanci zaparkowali, podeszli do mnie.  

-  Witamy, pani jest? 

- Julia, wróciłam z pracy do domu i znalazłam tam mojego ojca w kałuży krwi. 

- Porozmawiamy później, teraz może niech pan z nami pójdzie. To pan zawiadomił policje? 

- Tak, Julia jest w kiepskim stanie, zemdlała w pracy, odwiozłem ją i zastaliśmy to. - Poszedł z policjantami do domu, ja stałam przy samochodzie, zaczęło mi się robić niedobrze. Rzygałam jak kot. 

  Po 30 minutach pod moim domem było już kilka samochodów policji. Robili zdjęcia, zadawali pytania. Moje przesłuchanie trwało godzinę, a uprzedzili mnie, że to jeszcze nie koniec. Matt też długo był wypytywany o znajomość ze mną i o inne rzeczy, o których nie miał pojęcia. Nic dziwnego skoro widzieliśmy się trzeci raz w życiu. 

- Spakuj kilka swoich rzeczy, zatrzymasz się u nas. 

- Matt, chyba zwariowałeś, nie ma takiej opcji. Tu jest mój dom. 

- Ocknij się dziewczyno, tam leży twój ojciec, jakiś psychol zadźgał go nożem. 50 razy dźgnął go Jebanym nożem. Nie zostaniesz tu. Spakuj swoje rzeczy, już. - Był stanowczy i ostry, wolałam już nie dyskutować, nie bałam się go. Po prostu nie miałam siły. 
     Poszłam do domu, mój ojciec leżał już w czarnym worku. Zamknęłam oczy i poczułam ciepłe strugi łez spływające mi po policzkach. Schowałam kilka ubrań, przy okazji sprawdziłam czy nic nie zniknęło, może ktoś próbował nas okraść tylko z czego? Nie wiem, ale kto zrozumie dzisiaj ludzi. Facet, którego nie znam właśnie proponuje mi żebym z nim zamieszkała na dokładkę z jego żoną. Cóż popierdoleniem w głowie pasowałam do nich idealnie, skoro planowałam urodzić im dziecko. Wzięłam torbę z ciuchami, poszłam do łazienki po kosmetyki, potem jeszcze po swój notatnik z piosenkami, byłam gotowa. 

- Przepraszam, będę jeszcze dzisiaj potrzebna? - Spytałam policjantkę, która mnie przesłuchiwała. 

- Nie, odezwiemy się, proszę jechać i odpocząć. - uśmiechnęła się ciepło do mnie. Ja po prostu poszłam do samochodu. 

- Matt twoja żona może nie być zadowolona, że przyjeżdżasz ze mną, powinieneś jej powiedzieć wcześniej jakie masz plany.

- Rozmawiałem z nią, gdy się pakowałaś, będzie czekać na nas w domu. Jak się czujesz? 

- Nie wiem, nie chcę być problemem Matt. 

- Nie jesteś. Pomożemy ci, ja i tak już jestem w to udupiony, skoro jestem świadkiem. 

- Przepraszam... 

- Daj spokój, ok? - Przyspieszył, co odebrałam jako ostrzeżenie do nie ciągnięcia tej rozmowy. Za 20 minut byliśmy pod jego domem.

  Wzięłam swoje rzeczy i chciałam uciec jak najdalej. Czułam, że gdy teraz przekroczę próg tego domu, już nigdy się od nich nie uwolnię. Przecież sama tego chciałam, potrzebowałam ich. Dlaczego teraz mam wątpliwości? Bez kasy nie będę miała szansy pomoc mamie, bez dziecka nie będzie pieniędzy, jebane koło się zamyka.  

- Jesteście już, Julia, tak mi przykro... - Val przytuliła mnie. Wiedziała? Matt z nią rozmawiał, więc może jej powiedział, żeby szybciej się zgodziła na przyjęcie mnie. - Przygotowałam ci miejsce w pokoju gościnnym na dole. Mam nadzieje, że ci się spodoba. 

- Idź odpocznij, chcesz coś na sen? - Spytał mnie Matt, wyciągając wiklinowy koszyk z lekarstwami.

- Wieczny? - spytałam miętoląc w dłoniach uchwyt od torby. 

- Zrobię ci herbatę. W pokoju masz łazienkę, naszykowałam ci też świeże ręczniki.

- Nie trzeba było, ale dziękuje. Jutro zadzwonię do mojego przyjaciela i zatrzymam się u niego. Nie będę wam siedziała na głowie. - Byłam przytłoczona całym tym dobrem jakie nagle na mnie spłynęło, nie jestem przyzwyczajona. 

- Idź odpocząć, to był ciężki dzień, jutro porozmawiamy -  po tych słowach Matt wziął piwo z lodówki, otworzył je i wypił polowe, imponujące. 

   Poszłam do sypialni. Była pokaźna, mieściło się duże podwójne łóżko, fotel pod oknem, spora komoda, a nadal było sporo przestrzeni dookoła. Ściany były kremowe, pościel ciemno brązowa, łóżko tak bardzo zapraszało mnie do siebie, jednak najpierw postanowiłam wziąć prysznic. Łazienka była mniejsza, jednak mieściła wszystko co potrzebne. Wzięłam żel do mycia, piżamę i poszłam się umyć. To było zbawienne dla mnie, wraz z woda do ścieków spływał mój strach, stres, ból.  Nadal nie wiedziałam nic poza tym, że ktoś dźgnął go 50 razy. 

  Nie mogłam zasnąć, łaziłam po pokoju, nie umiałam sobie znaleźć miejsca. Czułam jak zaczyna mi się znów robić niedobrze. Stres dawał się we znaki, rzygając do toalety, myślałam jak przeżyje początki ciąży i wymioty codziennie przez pierwsze tygodnie. Jak w ogóle teraz miałam zacząć z nimi o tym rozmawiać? Życie zaczynało mi się coraz bardziej walić, a ja miałam coraz mniej siły, żeby je pozbierać. Wyszłam z pokoju, chciałam się czegoś napić, Val w końcu nie dotarła z tą herbata. Nie mam do niej pretensji,na nią też to wszystko spadło jak grom z jasnego nieba. Długo szukałam włącznika do światła, a gdy w kuchni zrobiło się jasno, mi było ciemno przed oczami, ze strachu. Matt siedział przy długim ciemno drewnianym stole w kuchni. 

- Co noc tak przesiadujesz w kuchni strasząc innych? - Spytałam starając uspokoić moje walące serce. 

- Tylko w pierwsze czwartki miesiąca, omijając święta, oraz dni z pełnią księżyca. - dopił swoje kolejne jak mniemam piwo, odłożył butelkę na stół.

- Znów postanowiłeś być gburem? - Rozejrzałam się po kuchni - nie wiem gdzie są szklanki a chciałam trochę wody. 

- Nie jestem gburem, tylko coś mnie męczy - wstał i podał mi szklankę. - I tak byś nie dosięgnęła, mała. - uśmiechnął się, a ja zauważyłam coś, co wcześniej gdzieś mi umknęło, miał dołeczki, które były rozbrajające. 

- Ja stałam za rozumem, jak wzrost rozdawali, ale widzie, ze ty spóźniłeś się w obie kolejki.

- Wracasz do formy, pojazdy w twoim wykonaniu zawsze są dobitne. Jednak przyznaj sama, kurdupel z ciebie. - Zaśmiał się pod nosem. 

- Piwo dodało ci odwagi? Nie drwij sobie ze mnie. Nie mam dzisiaj na to ochoty. Dobranoc. - Wzięłam szklankę i wracałam skąd przyszłam. Jednak wróciło to mnie to co powiedział Matt "coś mnie męczy" może to jest to samo, co męczyło mnie. Wróciłam do niego.

- Zapomniałaś kopnąć mnie w kostkę, za karę? - Umiech z dołeczkami... przepadłam, wykleje mu je plasteliną, nie może ich mieć, bo będę ulegać jego urokowi. 

- Co cie właściwie męczy? 

- Oj to nic takiego, idź spać. 

- Powiedz - nalegałam, usiadłam też naprzeciw niego.

- Skąd Val wiedziała? - W tym momencie, przez całe moje ciało przeszedł jakiś prąd. 

- Myślałam, że... powiedziałeś jej co się stało, gdy rozmawialiście przez telefon. 

- Właśnie nie, mówiłem jej tylko, że twój ojciec się awanturuje, bo był na chlaniu z kolegami. Ale jej reakcja, była dziwna. - Parsknęłam śmiechem - co cię tak bawi?

- Mój tata i koledzy, wychodzenie z domu - prawie popłakałam się ze śmiechu. 

- Cały ten stres źle na ciebie wpływa wiesz?

- Tak wiem, ej skoro już i tak nie śpimy, powiedz mi coś o sobie, powinniśmy się poznać. Możemy mieć niedługo wiele wspólnego.

- Chcesz rozmawiać teraz, po tym wszystkim co się dzisiaj stało?

- Jeśli nie chcesz, żebym rwała sobie włosy z głowy, siedząc sama w pokoju, to lepiej rozmawiajmy.

- Więc co chcesz wiedzieć?

- Opowiedz mi coś o sobie... - położyłam ręce na stole, na nich głowę i czekałam na opowieści o facecie, który z dupka, stał się całkiem miłym gościem....

14 komentarzy:

  1. plastelina w policzki?! nigdy :D <3

    OdpowiedzUsuń
  2. No żeby mu się oprzeć ;< bo tak to wszystko przepadnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Val.. czyżbyś to była ty?

    50 dźgnięć - od razu mi się z A Little Piece of Heaven skojarzyło .

    Must have stabbed him fifty fucking times
    I can't believe it.

    Dobre mam skojarzenia? Jak tak to nie słuchaj w kółko tej piosenki, bo nie chce żebyś zrobiła dramatu i uśmierciła Shadsa;]
    Biedna J. zaczyna ulegać urokom Matta. Niech jej zaśpiewa to się posika xD

    J. ma zeszyt z tekstami, czyżby to ona napisała A Little Piece of Heaven?

    OdpowiedzUsuń
  4. Julia autorka tekstu alpoh? Nigdy! Hahaha. Skojarzenia masz jak najbardziej odpowiednie, tytuł bloga, to też fragment tej piosenki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ani nie zauważyłam O.O

      Usuń
    2. taka z mojej strony ciekawa ciemawostka ;D

      Usuń
    3. Ja zauważyłam tytuł!!! Dostanę ciastko w prezencie? :D

      Usuń
    4. A pewnie! (Daje ciastko) prosz :3 tylko uważaj na Matta, wyczuwa ciastka z odległości 138 204 172 km ;|

      Usuń
    5. Rozkładam... ramiona, żeby go objąć :3 Dobra, idę stont bo jak zwykle zamieszanie robię :D

      Usuń
    6. Zostań ze mną !!! Na zawsze! :<

      Usuń
  5. W ogóle spoooooko, że zapomniałam skomentować O___O

    Zeszmaciłaś przynajmniej jednego konia, powiedzmy, że moja nienawiść jest na razie zaspokojona. Chociaż nadal Ci nie wybaczyłam, że nie chcesz tego samego zrobić tej drugiej. Taaa czepiam się, kill me -_- Nie ogarniam tylko dlaczego Val to zrobiła. Co jej przyszło z zamordowania ojca J.? Wiem, że logiki konia nikt nie ogarnie, ale... No bez przesady O.o

    J. ma coś do M., J. ma coś do M. sialalalala czuję to :D :D :D Jak się do niego tuliła, to miałam taaaką nadzieję, że on ją może pocałuje... Albo złapie za dupę chociaż... Z drugiej strony to nie byłoby chyba odpowiednie w takiej chwili :/ Szit biedna J. :( Już pomijam fakt, że to jej ojciec. Zobaczyć coś takiego to ogólnie tragedia. Tyle krwi... Pat mdleje na widok krwi... Fuuuuu

    Nocne rozmowy? Takie "niewinne" co? ;) Czuć chemię między nimi, że ich do siebie ciągnie. Ale jest koń Val, którego Matt teoretycznie kocha. A przynajmniej twierdzi, że tak jest. Zastanawia mnie to, czy to Matt chce dziecka, czy Val. Bo jeżeli to jednak ona nalega, to musi w tym mieć jakiś cel. Może jednak nie układa im się tak dobrze w małżeństwie i chce go przy sobie w ten sposób zatrzymać? To jest koń, nie wolno jej ufać.

    Czekam na wyjaśnienie sprawy z morderstwem, bo za ciula nie ogarniam WTF. Serio. Przecież ojczulek tylko przeszkadzał J. Chyba, że on jednak miał jakieś źródło zarobków i bez niego J. sobie nie poradzi. Co z kolei zmusi ją do przyjęcia oferty Sandersów. PISZ SZYBKO BO CHCĘ WIEDZIEĆ!!!

    Uwielbiam, ale wiesz o tym <3
    Buziole, Pat :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na logikę konia przyjdzie czas, teraz będą inne ważne sprawy na ich głowach.

      Matt i Julia? Klasyczny przypadek, kto się czubi ten sie lubi. Co z nich będzie nie wie nikt... No dobra, tylko ja.
      Hyhyhy :D

      Usuń
    2. Inne "ważne" sprawy? *______* Asia na pewno wie, co będzie się działo. Muszę ją przycisnąć, może mi powie *O* Bo Ty nic nie chcesz ;___;

      Usuń
    3. Asia nic nie wie, bo o nic mnie nie wypytuję ;p twoja historia jest tak intrygująca, ze ciśniemy cie z każdej strony, zeby poznać chociaz drobny szczegół ;D

      Usuń