Dzień
był jak każdy inny, wolne od trasy spędzałem w domu.
Siedzieliśmy przy obiedzie, aż wypadł mi widelec z ręki...
- Słucham? - Spytałem, nie wierząc w słowa własnej żony, dziewczyny, którą znałem od zawsze.
- No skoro nam się nie udaje, to możemy spróbować w ten sposób. Pomyśl tylko, my zyskamy i ta osoba zyska.
- To jest popierdolone, czy ty siebie słyszysz? Mamy zapłodnić jakąś dziewczynę, która nie ma z nami nic wspólnego, poczekać aż urodzi nam dziecko, zapłacić jej i zapomnieć o całej sprawie, ciesząc się małym bobo? - Zacisnąłem szczękę tak mocno, że poczułem ból.
- Staramy się od ślubu i co? Nic. Wiem, że jesteśmy zdrowi i możemy próbować, ciągle próbować. Ale ja chcę mieć pewność, wiesz jak to boli, gdy za każdym razem, test jest negatywny? - Spuściła głowę
- Wiem, ja też w tym uczestniczę i dobrze wiesz, że chcę dziecka. - Odłożyłem sztućce, nie przełknę ani kęsa więcej po takich rewelacjach, a to był dopiero początek.
- Za godzinę przyjdzie dziewczyna na spotkanie. - Powiedziała niepewnie. Nie wytrzymałem, walnąłem z pieści w stół, aż podskoczyła na krześle. - Kochanie...
- Nie mów tak do mnie, dlaczego kolejny raz stawiasz mnie przed, jebanym, faktem dokonanym? Tak się do cholery nie robi, to nie jest błahostka, tu chodzi o dziecko. Bawisz się mną, tą dziewczyną i cholera wie kim jeszcze.
- Tylko porozmawiamy, wcale nie musimy jej brać, Matt... proszę – jej głos był cichy, zbyt cichy. Kurwa, znów ją wystraszyłem, a obiecałem panować nad sobą. Oddychaj Matt... to tylko spotkanie, pomyślałem.
- Tylko rozmowa, nic jej nie obiecamy... powiemy, że zadzwonimy i niech wraca skąd przyszła.
- Dobrze – Val wstała od stołu i sprzątała po obiedzie, podeszła do mnie, chciała zabrać mój talerz, to moja szansa. Wziąłem ją na kolana i przytuliłem.
- Przepraszam, po prostu zwalasz mi na głowę za dużo informacji. Sam fakt, że miałbym zostać ojcem jest dość wytrącający z równowagi. A jak jeszcze dziecko miałaby urodzić obca dziewczyna? Chcesz żebym osiwiał?
- Nie osiwiejesz – pogłaskała mnie po policzku, lubiłem to. - Tylko rozmowa, zobaczymy co sobą reprezentuje, po co jej pieniądze i kim w ogóle jest. Teraz posprzątam, nie chcemy przecież zrobić złego wrażenia.
- Jeśli nie chcesz robić złego wrażenia, to mnie nie powinno być przy tej rozmowie. - Dostałem w ramie, dobra, to jest nie najgorszy znak, moja żona wraca do siebie. Stać ją na żarciki. Puściłem ją i wróciła do swoich czynności, ja poszedłem do studia, to było jedyne miejsce, które mogło mnie w tej chwili uspokoić. Gates nagrał kilka nowych rzeczy, słuchałem tego i przeglądałem mój notatnik, dopracowywałem teksty.
Nawet nie wiem kiedy minął ten czas i zeszła do mnie Val
- Kochanie Julia już przyszła, proszę chodź do nas. -Powiedziała spokojnie i wyciągnęła do mnie rękę.
- Zostawiłaś ją samą w salonie? -Spytałem trochę zdenerwowany, nie powinna tak robić, nie znamy tej dziewczyny. Złapałem ją za rękę i ruszyliśmy do salonu. Julia podniosła głowę i spojrzała na nas, nie umiałem odgadnąć co sobie pomyślała. Nie żebym czytał w myślach, chociaż czasem by się przydało. Wstała z kanapy, nie była wysoka, drobna, niewinna. Zbyt niewinna byśmy mogli z nią współpracować. Cholera, czy ja właśnie pomyślałem, że moglibyśmy wynająć brzuch dla dziecka? Idiota. Zwróciłem wzrok na jej wyciągniętą dłoń, moja żona i ta dziewczyna patrzyły na mnie ze zdziwieniem, chyba za długo myślałem.
- Jestem Julia Cameron, miło mi pana poznać . - Pana, Chryste, odkąd Val czytała Greya nie lubię gdy się tak do mnie mówi.
- Miło mi, jestem Matt. - Uśmiechnąłem się, ona nie. Mój urok nie działa? Trudno.
- Proszę usiąść – powiedziała Val i dopiero wtedy puściłem dłoń Julii. Usiedliśmy, objąłem moją żonę. - Nie denerwuj się
- Przyznacie państwo, że to trochę niezręczna sytuacja, ja przynajmniej w takiej nigdy nie byłam. Nie wiem od czego zacząć.
- Podstawowe rzeczy na początek, wiemy jak się nazywasz... co dalej? - Spytałem przytykając palec wskazujący do ust.
- Więc mam 24 lata, skończyłam tylko liceum. Moich rodziców nie było stać na studia więc zostałam. Pracuję w barze.
- Chcesz pracować w barze będąc w ciąży ? - Wyrwało mi się, trudno, niech odpowie, to ciekawe.
- Jakoś musiałabym zarabiać na życie, nie pracowałam nigdy w innym miejscu. - Odpowiedziała i zaczęła się denerwować, to się robi całkiem zabawne.
- Dobrze, a czym się interesujesz? - Val mnie wyprzedziła, już miałem zadać kolejne pytanie.
- Och, lubię śpiewać, czasem robię to w barze z moim kolegą.
- Ale z reguły sprzedajesz piwo i palisz biernie, wśród tuzinów spoconych facetów – powiedziałem patrząc jej w oczy, które coraz bardziej błyszczały. Och serio, doprowadziłem cię do łez mała? Płacz.
- Wielu takich cwaniaków jak pan też się tam pojawia, niedawno takiego jednego zdzieliłam w łeb. - Powiedziała ostrzej. Pyskaty smarkacz.
- Przejdźmy do bardziej osobistych pytań, dobrze? - Val nadal starała się sprowadzić tą rozmowę do normalnej. Kochanie nie staraj się, to jest zbyt popierdolona sytuacja.
- Dobrze, tylko najpierw, ja też chciałabym się czegoś o państwie dowiedzieć.
- Porozmawiamy o nas, jeśli cie wybierzemy – wtrąciłem, a moja żona zacisnęła mocniej dłoń na mojej nodze, to znak, że mam się po prostu zamknąć. Przewróciłem oczami i siedziałem cicho. Julia przyglądała mi się, czego ona chce.
- Czy możesz nam powiedzieć dlaczego zdecydowałaś się na taki krok? Zajście w ciąże, donoszenie jej i poród, to nie jest taka łatwa sprawa.
- Z tego co wiem zachodzenie w ciążę to akurat proste – nie wytrzymałem i musiałem to powiedzieć.
- Z tego co wiem, pary nie bez powodu decydują się na to, by ktoś inny urodził ich dziecko. Więc w tej chwili bardzo współczuje pana żonie, że jest z kimś kto nie rozumie potrzeb bliskiej mu osoby. Jeśli ta rozmowa ma tak wyglądać, a pan ma zamiar co chwilę wtrącać niepotrzebne komentarze, to nic tu po mnie. Poszukam szczęścia gdzie indziej. - Julia robiła się coraz bardziej pyskata, ciekawe na co ją jeszcze stać.
- Proszę zostać, Matt możesz nas zostawić? - Val puściła moją nogę, ja jednak nie ruszałem się z miejsca - Chcę tą sprawę załatwić spokojnie, a ty prowokujesz do kłótni.
- Już nie będę – pocałowałem ją w skroń, znów położyła dłoń na mojej nodze.
- Przepraszam za niego, więc powiesz nam?
- Potrzebuje pieniędzy na leczenie mojej mamy, to co zarabiam w barze nie starcza na wiele. - Spuściła głowę, och biedactwo.
- Ckliwe historie są chwytliwe, ilu rodzinom będziesz rodzić dzieci? - Zaśmiałem się, sam nie wiem co we mnie wstąpiło. Julia po prostu wstała i wyszła.
- Jesteś z siebie kurwa dumny? - dostałem w twarz, pierwszy raz moja żona mnie uderzyła. Pierwszy raz oberwałem od kobiety.
Cały następny tydzień miałem w domu piekło, nie odzywała się do mnie. Każda próba załagodzenia sytuacji kończyła się kłótnią. Wiem, że ją zraniłem. Źle bo zrozumiałem to zbyt późno, nie wiedziałem jak to naprawić. Raz spędziłem pół nocy szukając informacji i tej dziewczynie, gdy nie mogłem się do niej dodzwonić, wybrałem się na rundkę po barach, do pomocy wziąłem Briana.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? - Gates już szedł do baru po piwo, złapałem go za ramie.
- Nie teraz, nie mam jej tutaj, jedziemy dalej.
- Stary jedno piwko, co ci szkodzi, jestem spragniony. -Poszedł do baru, zamówił piwo, usiadłem obok.
- I jeśli chodzi o poprzednie pytanie to, tak... chce, muszę to zrobić. Nie wiem co się ze mną wtedy stało, po prostu bawiło mnie to, że ona się tak denerwuje.
- Jebany samiec, musiałeś pokazać swoją wyższość? To nie była jakaś tam dziewczyna, ona nie robiłaby tego bez konkretnego powodu.
- Tak wiem, jej matka, kona w szpitalu.
- Nie wierzę, że możesz być tak oschły na to, sam zrobiłbyś wszystko, żeby Rev wrócił. Jesteś po prostu dupkiem.
- Słucham? - Spytałem, nie wierząc w słowa własnej żony, dziewczyny, którą znałem od zawsze.
- No skoro nam się nie udaje, to możemy spróbować w ten sposób. Pomyśl tylko, my zyskamy i ta osoba zyska.
- To jest popierdolone, czy ty siebie słyszysz? Mamy zapłodnić jakąś dziewczynę, która nie ma z nami nic wspólnego, poczekać aż urodzi nam dziecko, zapłacić jej i zapomnieć o całej sprawie, ciesząc się małym bobo? - Zacisnąłem szczękę tak mocno, że poczułem ból.
- Staramy się od ślubu i co? Nic. Wiem, że jesteśmy zdrowi i możemy próbować, ciągle próbować. Ale ja chcę mieć pewność, wiesz jak to boli, gdy za każdym razem, test jest negatywny? - Spuściła głowę
- Wiem, ja też w tym uczestniczę i dobrze wiesz, że chcę dziecka. - Odłożyłem sztućce, nie przełknę ani kęsa więcej po takich rewelacjach, a to był dopiero początek.
- Za godzinę przyjdzie dziewczyna na spotkanie. - Powiedziała niepewnie. Nie wytrzymałem, walnąłem z pieści w stół, aż podskoczyła na krześle. - Kochanie...
- Nie mów tak do mnie, dlaczego kolejny raz stawiasz mnie przed, jebanym, faktem dokonanym? Tak się do cholery nie robi, to nie jest błahostka, tu chodzi o dziecko. Bawisz się mną, tą dziewczyną i cholera wie kim jeszcze.
- Tylko porozmawiamy, wcale nie musimy jej brać, Matt... proszę – jej głos był cichy, zbyt cichy. Kurwa, znów ją wystraszyłem, a obiecałem panować nad sobą. Oddychaj Matt... to tylko spotkanie, pomyślałem.
- Tylko rozmowa, nic jej nie obiecamy... powiemy, że zadzwonimy i niech wraca skąd przyszła.
- Dobrze – Val wstała od stołu i sprzątała po obiedzie, podeszła do mnie, chciała zabrać mój talerz, to moja szansa. Wziąłem ją na kolana i przytuliłem.
- Przepraszam, po prostu zwalasz mi na głowę za dużo informacji. Sam fakt, że miałbym zostać ojcem jest dość wytrącający z równowagi. A jak jeszcze dziecko miałaby urodzić obca dziewczyna? Chcesz żebym osiwiał?
- Nie osiwiejesz – pogłaskała mnie po policzku, lubiłem to. - Tylko rozmowa, zobaczymy co sobą reprezentuje, po co jej pieniądze i kim w ogóle jest. Teraz posprzątam, nie chcemy przecież zrobić złego wrażenia.
- Jeśli nie chcesz robić złego wrażenia, to mnie nie powinno być przy tej rozmowie. - Dostałem w ramie, dobra, to jest nie najgorszy znak, moja żona wraca do siebie. Stać ją na żarciki. Puściłem ją i wróciła do swoich czynności, ja poszedłem do studia, to było jedyne miejsce, które mogło mnie w tej chwili uspokoić. Gates nagrał kilka nowych rzeczy, słuchałem tego i przeglądałem mój notatnik, dopracowywałem teksty.
Nawet nie wiem kiedy minął ten czas i zeszła do mnie Val
- Kochanie Julia już przyszła, proszę chodź do nas. -Powiedziała spokojnie i wyciągnęła do mnie rękę.
- Zostawiłaś ją samą w salonie? -Spytałem trochę zdenerwowany, nie powinna tak robić, nie znamy tej dziewczyny. Złapałem ją za rękę i ruszyliśmy do salonu. Julia podniosła głowę i spojrzała na nas, nie umiałem odgadnąć co sobie pomyślała. Nie żebym czytał w myślach, chociaż czasem by się przydało. Wstała z kanapy, nie była wysoka, drobna, niewinna. Zbyt niewinna byśmy mogli z nią współpracować. Cholera, czy ja właśnie pomyślałem, że moglibyśmy wynająć brzuch dla dziecka? Idiota. Zwróciłem wzrok na jej wyciągniętą dłoń, moja żona i ta dziewczyna patrzyły na mnie ze zdziwieniem, chyba za długo myślałem.
- Jestem Julia Cameron, miło mi pana poznać . - Pana, Chryste, odkąd Val czytała Greya nie lubię gdy się tak do mnie mówi.
- Miło mi, jestem Matt. - Uśmiechnąłem się, ona nie. Mój urok nie działa? Trudno.
- Proszę usiąść – powiedziała Val i dopiero wtedy puściłem dłoń Julii. Usiedliśmy, objąłem moją żonę. - Nie denerwuj się
- Przyznacie państwo, że to trochę niezręczna sytuacja, ja przynajmniej w takiej nigdy nie byłam. Nie wiem od czego zacząć.
- Podstawowe rzeczy na początek, wiemy jak się nazywasz... co dalej? - Spytałem przytykając palec wskazujący do ust.
- Więc mam 24 lata, skończyłam tylko liceum. Moich rodziców nie było stać na studia więc zostałam. Pracuję w barze.
- Chcesz pracować w barze będąc w ciąży ? - Wyrwało mi się, trudno, niech odpowie, to ciekawe.
- Jakoś musiałabym zarabiać na życie, nie pracowałam nigdy w innym miejscu. - Odpowiedziała i zaczęła się denerwować, to się robi całkiem zabawne.
- Dobrze, a czym się interesujesz? - Val mnie wyprzedziła, już miałem zadać kolejne pytanie.
- Och, lubię śpiewać, czasem robię to w barze z moim kolegą.
- Ale z reguły sprzedajesz piwo i palisz biernie, wśród tuzinów spoconych facetów – powiedziałem patrząc jej w oczy, które coraz bardziej błyszczały. Och serio, doprowadziłem cię do łez mała? Płacz.
- Wielu takich cwaniaków jak pan też się tam pojawia, niedawno takiego jednego zdzieliłam w łeb. - Powiedziała ostrzej. Pyskaty smarkacz.
- Przejdźmy do bardziej osobistych pytań, dobrze? - Val nadal starała się sprowadzić tą rozmowę do normalnej. Kochanie nie staraj się, to jest zbyt popierdolona sytuacja.
- Dobrze, tylko najpierw, ja też chciałabym się czegoś o państwie dowiedzieć.
- Porozmawiamy o nas, jeśli cie wybierzemy – wtrąciłem, a moja żona zacisnęła mocniej dłoń na mojej nodze, to znak, że mam się po prostu zamknąć. Przewróciłem oczami i siedziałem cicho. Julia przyglądała mi się, czego ona chce.
- Czy możesz nam powiedzieć dlaczego zdecydowałaś się na taki krok? Zajście w ciąże, donoszenie jej i poród, to nie jest taka łatwa sprawa.
- Z tego co wiem zachodzenie w ciążę to akurat proste – nie wytrzymałem i musiałem to powiedzieć.
- Z tego co wiem, pary nie bez powodu decydują się na to, by ktoś inny urodził ich dziecko. Więc w tej chwili bardzo współczuje pana żonie, że jest z kimś kto nie rozumie potrzeb bliskiej mu osoby. Jeśli ta rozmowa ma tak wyglądać, a pan ma zamiar co chwilę wtrącać niepotrzebne komentarze, to nic tu po mnie. Poszukam szczęścia gdzie indziej. - Julia robiła się coraz bardziej pyskata, ciekawe na co ją jeszcze stać.
- Proszę zostać, Matt możesz nas zostawić? - Val puściła moją nogę, ja jednak nie ruszałem się z miejsca - Chcę tą sprawę załatwić spokojnie, a ty prowokujesz do kłótni.
- Już nie będę – pocałowałem ją w skroń, znów położyła dłoń na mojej nodze.
- Przepraszam za niego, więc powiesz nam?
- Potrzebuje pieniędzy na leczenie mojej mamy, to co zarabiam w barze nie starcza na wiele. - Spuściła głowę, och biedactwo.
- Ckliwe historie są chwytliwe, ilu rodzinom będziesz rodzić dzieci? - Zaśmiałem się, sam nie wiem co we mnie wstąpiło. Julia po prostu wstała i wyszła.
- Jesteś z siebie kurwa dumny? - dostałem w twarz, pierwszy raz moja żona mnie uderzyła. Pierwszy raz oberwałem od kobiety.
Cały następny tydzień miałem w domu piekło, nie odzywała się do mnie. Każda próba załagodzenia sytuacji kończyła się kłótnią. Wiem, że ją zraniłem. Źle bo zrozumiałem to zbyt późno, nie wiedziałem jak to naprawić. Raz spędziłem pół nocy szukając informacji i tej dziewczynie, gdy nie mogłem się do niej dodzwonić, wybrałem się na rundkę po barach, do pomocy wziąłem Briana.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? - Gates już szedł do baru po piwo, złapałem go za ramie.
- Nie teraz, nie mam jej tutaj, jedziemy dalej.
- Stary jedno piwko, co ci szkodzi, jestem spragniony. -Poszedł do baru, zamówił piwo, usiadłem obok.
- I jeśli chodzi o poprzednie pytanie to, tak... chce, muszę to zrobić. Nie wiem co się ze mną wtedy stało, po prostu bawiło mnie to, że ona się tak denerwuje.
- Jebany samiec, musiałeś pokazać swoją wyższość? To nie była jakaś tam dziewczyna, ona nie robiłaby tego bez konkretnego powodu.
- Tak wiem, jej matka, kona w szpitalu.
- Nie wierzę, że możesz być tak oschły na to, sam zrobiłbyś wszystko, żeby Rev wrócił. Jesteś po prostu dupkiem.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i jeszcze raz !!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńZABIJĘ CIĘ!!! Serio, teraz to już przegięłaś na mega maksiora. Polubiłam Val O____O OMG napisałam to. Lubię Val! Przynajmniej na razie. To... cholernie dziwne O.o Nie wiem jak się z tym czuć. Nie wiem co o tym myśleć. Świetne podsumowanie Matta przez Bri. Tak, pan Sanders jest dupkiem. I to cholernym.
J. współczuję strasznie. Dziewczyna musiała srać w gacie kiedy tam przyszła, a Matt potraktował ją okropnie! Sam pomysł? Genialny. Wynajęcie brzucha, tego jeszcze nie było. Tylko jak dojdzie do zapłodnienia? Czyżby... Ale przecież na to Val by nie poszła. Chyba, że o tym drobnym szczególe nie będzie wiedziała. A moze jednak to będzie in vitro?
Wow. Po prostu wow. Chcę więcej. Naprawdę się wkręciłam, a to dopiero drugi rozdział! Z drugiej strony coś czuję, że będę płakała przy tym opo. Tylko jeszcze nie wiem z czyjego powodu.
Uwielbiam! I czekam na next <3
Buziole, Pat :*
O to chodziło, sama staram się ją polubić więc :D JEJ udało się!!!!
UsuńI już wiesz, czemu było mi ciężko, Matt dupek, to moje rozerwane serce :<
matt dupek <3 jakkolwiek sama chetnie dalabym mu z liscia, to lubie go.
OdpowiedzUsuńJak można go nie lubić :D ? NO JAK?
UsuńOd razu przepraszam, że z takim opóźnieniem. Ale obecnie jestem in love i mi odbija ^^
OdpowiedzUsuńA ja nie lubię Val. Generalnie nie lubie desperatek ograniczających swoją kobiecość do rodzenia dzieci. A parcie na ich posiadanie uważam za przeżytek wieków średnich. Jak to się mówi, jedno trzeba mić, ale na siłę? Klimat nie dla mnie i solidaryzuję się z Mattem absolutnie. Nie znalazłam w niej nic co mogłabym lubić, co więcej nie lubię jej jeszcze bardziej. Jak dla mnie ma tępy wzrok i nie wie co jest stolicą Finlandii. :P
A co do Matta, nie wydaje mi się żeby był dupkiem. Zachowuje się trochę jak ubogi w inteligencję patol z bidula.
Co ja gadam?
Co Ty masz za wyobraźnię? Bo wiesz co jest najlepsze? Że Ty możesz z Shadowsem zrobić wszystko, dosłownie upodlić go w najobrzydliwszy sposób, ale potem umiesz w jakiś magiczny sposób tak pokierować akcją, że ja go potem dwa razy bardziej.
Twoja fanka, Kasia.
To moze tutaj bedziesz go dwa razy mniej ;>
Usuń