Stanęłam na scenie, a moje nogi
zrobiły się jak z waty. Rozpoznałam go po dość oryginalnej
fryzurze jaka nosił na głowie. Miałam nadzieje, ze się nie
odwróci, nie spojrzy na mnie, a ja nie będę chciała uciec jak
najdalej. Czułam się już dość upodlona przez niego, nie
potrzebowałam więcej. Tym bardziej nie dzisiaj, to był dla mnie
ważny dzień. James zorganizował koncert charytatywny, zbieraliśmy
na leczenie mojej mamy, licytowaliśmy stare winylowe płyty, inni
mogli przynosić garażowe rupiecie. Biznes się kręcił, a w
słojach z każda minuta przybywało pieniędzy. Ten facet zabiera mi
pewność siebie, wiec w tej chwili czułam się jak małe dziecko,
które pierwszy raz w życiu stoi na scenie w przedszkolu i ze
strachu zaraz się posika w majtki, taki wstyd. Mój przyjaciel
szturchnął mnie i dopiero wtedy wróciłam myślami do znajomego
otoczenia.
- Co się dzieje? Zrobiłaś się bardzo blada. -powiedział Jake
szeptem, nie powinnam być jednak blada, ze stresu aż piekły mnie
policzki, jakby plunęły.- Jest dobrze zaczynaj.
Gdy Jake zaczął grac na gitarze, ja coraz mocniej ściskałam mikrofon, wtedy się odwrócił. Nic dziwnego, gdy zaczynaliśmy piosenkę w barze cichły rozmowy, a uwaga skupiała się na nas, czy innych artystach których dzisiaj poznałam. Patrzyliśmy na siebie dłuższa chwile, pomyślałam sobie "dasz rade kobieto, radzisz sobie z gorszymi rzeczami niż samiec w kiepskiej fryzurze". Zamknęłam oczy i wszystko stało się klarowne, przed oczami miałam swoja mamę, robię to dla niej, nic mnie nie powstrzyma. Gdy ja uratuje, moje życie się zmieni, nasze życie. Uciekniemy daleko, a tam już się ułoży. Płytkie jest moje myślenie, po tym całym szambie jakie wylało na mnie życie, ja jeszcze wierze, ze mogę pachnieć jak najdroższe perfumy. Piosenka Bird'y "People Help the People" pochłonęła mnie cała, swoja droga, może ten neandertalczyk coś z niej wyciągnie, jakieś wnioski, chociaż nadal powątpiewam w jego pełny rozwój intelektualny. Bo po spotkaniu z nim doszłam do wniosku, ze zatrzymał się gdzieś w okresie 16go roku życia. A to dość kiepski wynik, jak na dojrzałego mężczyznę. O tym, że zaśpiewałam już cała piosenkę poinformowali mnie ludzie, którzy zaczęli klaskać, wtedy otworzyłam oczy. Nie było go przy barze, chyba nic nie zrozumiał. Napiłam się wody, zaszłam ze sceny, poszłam za bar pomoc trochę przy rozlewaniu piwa. Podszedł do mnie facet, który wcześniej siedział obok Matta.
- Piwo ciemne czy jasne? - spytałam, sięgając po szklankę.
- Korona może być, jesteś Julia prawda?
- Tak, a ty jesteś moim fanem, prześladowca, czy starszym bratem o którym nie wiedziałam aż do tej pory? - otworzyłam mu butelkę zimnego piwa i podsunęłam mu ją do dłoni. Miał taka nietypowa dłoń, smukłą, nadal męska ale długie palce sprawiły, że pomyślałam od razu jak ładnie muszą wyglądać na klawiszach pianina. Spojrzałam na niego, orientując się, że i on patrzy na mnie, lekko zdziwiony.
- Tak wiec, wracając do naszej rozmowy, jestem Brian i wiem, że mój przyjaciel jest kutasem, ale zyskuje przy bliższym poznaniu.
- A co on rozumie przez bliższe poznanie, ssanie jego małego fiuta? - Wkurzyłam się i wcale nie zamierzałam tego ukrywać - Posłuchaj mnie Brian, mieli swoja szanse, jak nie oni, to znajda się następni. Ja nie pozwalam sobie na takie traktowanie, mam zbyt wiele do stracenia. A jeśli on rzeczywiście jest taki och i ach tylko trzeba go poznać, to nie rozumiem po jaka cholerę wysyła adwokata. Jeśli go tu nie ma, to nie ma mi również nic do powiedzenia. - Zajęłam się drugim klientem, jednak pan długie palce nie odpuszczał.
- On jest zajęty czymś innym, przyjdzie tu. A ja przyszedłem tutaj sam z siebie, nie prosił mnie o nic.
- Gówno prawda - na tym skończyła się nasza rozmowa. Wycierałam kufle i ustawiałam je na półce.
- Panie i panowie, na koncie mamy już ponad 10 tysięcy ... - Ashton mówił dalej jednak ja nie słyszałam dokładnie, echem w mojej głowie odbiły się słowa "10 tysięcy". Jak to możliwe, przed chwila nie miałam nawet trzech tysięcy. Wyszłam zza baru i poszłam do stołu za którym stał mój znajomy.
- Jakie 10 tysięcy? - spytałam go cicho
- No jeden koleś wziął płytę i zapłacił za nią ponad 7 kawałków, czaisz?
- Nie - wiedziałam kto ja kupił, rozejrzałam się. Wrócił do baru, gadał ze swoja przyzwoitką. Podeszłam tak nabuzowana, że niewiele brakowało żebym po prostu eksplodowała.
- O jesteś, mówiłem ci, że wróci żeby pogadać.
- Ty się nie odzywaj - spojrzałam wściekła na Briana, a potem na Matta, zabrałam mu płytę. Tak wiem, zachowuje się jak dziecko, ale ten facet na prawdę działa mi na nerwy.
- Pieniądze zwrócę jak tylko przelew zostanie zaksięgowany na moim koncie. A teraz wypad stąd.
- Po pierwsze to dzień dobry, po drugie zapłaciłem za to wiec mi to oddaj - nie zamierzałam mu tego oddawać, sam sobie wziął. - A po trzecie, wpadłem tutaj żeby pogadać.
- Po pierwsze nie interesuje mnie to, po drugie wynocha, a po trzecie swoje pieniądze, możesz sobie wsadzić w dupę.
- Robię to codziennie, już mi się znudziło, tak samo jak głupie dyskusje z tobą, wiec pogadamy poważnie.
- Nie będę z tobą o niczym rozmawiać. Temat skończył się tydzień temu, gdy wykpiłeś mój problem. Drwiłeś z choroby mojej mamy, najważniejszej osoby w moim życiu. Kobiety, która walczy codziennie z bólem, o którym nie masz pojęcia. - Musiałam skończyć mój wylew żalów, bo w moim gardle ugrzęzła już przysłowiowa kluska, czułam jak dusi mnie i sprawia, że nie mogę złapać tchu.
- Chcę to naprawić. Daj mi szanse, możemy się jeszcze dogadać - mówił łagodnie - opłaci się nam wszystkim, tylko nie przekreślaj mnie proszę.
- Nie wierze w żadne twoje słowo -znów zabrałam mu płytę. Dziecko ze mnie, ale nie umiałam się powstrzymać. - Pieniądze odeślę gdy tylko zostaną zaksięgowane na koncie. A teraz zabieraj dupę w troki i zjeżdżaj stad.
- Jesteś uparta jak osioł, ale wiem, że jeszcze wrócisz. Ułatwię ci to, masz mój numer, zadzwoń jak wszystko przemyślisz. - Wepchnął mi do rak serwetkę z numerem, spadła na podłogę bo nie zamierzałam jej brać. Westchnął i podniósł ją i położył na barze.
- Julia czy oni ci się naprzykrzają? - Spytał Jake obejmując mnie. Serio? W sama porę przyjacielu. Mogłeś poczekać, aż wyjdą. Matt zmierzył go wzrokiem z wyższością. Może jeszcze nasikaj mu na buty, pieprzony samczy pacanie. Uśmiechnęłam się na tę myśl, on mógłby to zrobić, byle tylko pokazać wyższość.
- Chodź Shadows, nic tu po nas – Brian pociągnął przyjaciela za ramię.
Zaraz nie było po nich śladu, oprócz tej cholernej serwetki na barze. Chciałam ja wyrzucić, ale wtedy uderzyła mnie myśl, że on m trochę racji. Są moja szansą, bo od tygodnia nikt inny nie odpowiedział na moja ofertę, mimo zmniejszonej kwoty. Schowałam ją sobie do małej, czarnej torebki. Noc ciągnęła się dalej, śpiewałam w chórkach, duetach lub solo. Do samego rana nie schodziłam ze sceny. Wyżyłam się i zeszło ze mnie ciśnienie, wściekłość i nienawiść do świata, który mi się sprzeciwia. Jake nalegał żebym odpoczęła, ja chciałam jechać od razu do mamy, pochwalić się tym, że zebraliśmy pieniądze.
- Jake, to nie jest droga do szpitala, proszę cię. - Oczy miałam na zapałkach, buzia mi się nie zamykała od ciągłego zerwania. Potrzebowałam odpoczynku, ale nie mogłam sobie na niego jeszcze pozwolić.
- Pojedziesz do mnie, weźmiesz prysznic, zdrzemniesz się i odwiozę cię do mamy. I nie dyskutuj, sam jestem zmęczony i potrzebuje chociaż godzinnej drzemki.
Nie dyskutowałam już. Rzeczywiście prysznic i świeże ubranie było zbawienne po całej nocy w zadymionym barze. Położyliśmy się razem do łóżka, nigdy nas do siebie nie ciągnęło, więc nie obawiałam się, że zaraz będę bez majtek.
- Jake? - Spytałam sennie
- Hm? - Odpowiedział również balansując między snem a rzeczywistością.
- Mogę się przytulić?
- Chodź mała – wyciągnął w moja stronę swoje ramie, zapraszając mnie bliżej. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, objęłam go. On otoczył mnie swoim ramieniem, poczułam się lepiej, czasem brakowało mi okazywania uczuć. Miałam inne rzeczy na głowie, niż uganianie się za facetami. Jednak prawa była taka, że byłam niebywale samotna, przez to słaba. Ale nie mogłam tego okazywać, dlatego otoczyłam się potężną skorupą, której nikt nie mógł zniszczyć. Nikt nie mógł wiedzieć, że jestem słaba.
Kiedy się obudziłam czekało na mnie śniadanie, mój przyjaciel z robił dla mnie kanapki.
- Uśmiech z keczupu, żebyś miała miły dzień – był z siebie wyraźnie dumny. A ja nie miałam serca przypominać mu, że nie mam 5 lat i takie coś jest słabe.
- Dziękuje – napiłam się ciepłej herbaty, zjadłam to co dla mnie przygotował. - Zawieziesz mnie do mamy, tak jak obiecałeś, prawda?
- Oczywiście, chcesz wpaść po coś do domu?
- Nie mam ochoty patrzeć na mojego ojca teraz. Pojedziemy od razu do szpitala. Potem możesz wrócić do swoich spraw, ja sobie poradzę.
- Serio oddasz tą kasę ? - Spytał biorąc kluczyki do auta, ja swoja torebkę.
- Potrzebuje pieniędzy, ale nie czyjejś łaski... Nie chcę żeby czuł satysfakcje, że jednak potrzebuje jego portfela.
- A skąd wiesz, że tak myśli?
- Bo to kutas? - Zapięłam pasy, on już nic nie powiedział. Dał mi tylko buziaka w policzek na pożegnanie, gdy dojechaliśmy do szpitala.
Weszłam do środka, pojechałam na drugie piętro, sala 12, żaluzje były odsłonięte, na sali oprócz mojej mamy był ktoś jeszcze, weszłam do środka. Moja mama uspokoiła się widząc mnie, wcześniej była zdenerwowana, jakby przestraszona. Ostatnio słabiej kontaktowała, wizyta Val nie była dla niej więc niczym przyjemnym, nie znała jej.
- Przepraszam, ale co pani tu robi? - Spytałam szczerze zdziwiona wizytą
- Och Julia, przepraszam, powinnam była się zapytać. Bardzo chciałam poznać twoją mamę. Dla niej chcesz zrobić to wszystko. - Uśmiechnęła się do mnie, nie rozumiałam dlaczego się uśmiecha. - Matt mówił mi, że rozmawialiście, ciesze się, że będziesz mogła nam pomóc a my pomożemy tobie.
- Ja nie doszłam do porozumienia z pani mężem... a teraz przepraszam, ale moja mama jest słaba i nie powinna się denerwować. - Otworzyłam drzwi do sali – Do widzenia.
- Julia... myślałam, że będziemy mogli ci pomóc, porozmawiajmy jeszcze.
- Do widzenia. - Powiedziałam ostrzej, Val wstała i wyszła z sali. Zamknęłam za nią drzwi.
- Córeczko, co cie łączy z nią? - Spytała nadal poddenerwowana.
- Nic, nie denerwuj się mamo – pogłaskałam jej policzek.
- Uważaj na nią, proszę, uważaj.
- No już, proszę, nie myśl o niej, to nic ważnego. - Uśmiechnęłam się ciepło do niej, mimo choroby nadal się o mnie troszczyła.
Opowiedziałam jej o tym co robiłam tej nocy, że zbieraliśmy dla niej pieniądze. Była dumna, ciągle to powtarzała, na przemian z proszeniem mnie, żebym pomyślała w końcu o sobie. Jeszcze nie teraz mamusiu.
- Bo to kutas? - Zapięłam pasy [...]
OdpowiedzUsuńAle Julia ciśnie Shadowsa.. i dobrze. Nie wszyscy go muszą lubić xD
Ciekawi mnie czy J. się złamie i jednak będzie surogatką.
Czekam na kolejny ;]
Pozdrawiam miliB
Kto się czubi ten się lubi, pamiętaj. Julia się złamie, to oczywiste, bez jej brzucha, ta historia nie miałaby sensu :D
UsuńKolejny już niebawem!
Bri!!! <3 Taki kochany, mądry, dojrzały, wyrozumiały *___* Miłość taka wielka! Z góry uprzedzam, że jeżeli on ma big love z Mich to Cię zabije!!! Każda, ale nie koń!
OdpowiedzUsuńDalej nie czaję Val. To znaczy tego, jak planujesz prowadzić jej wątek. To, że ją polubiłam nie pomaga ;___; Bo jeżeli ona będzie cierpiała, to nie będę mogła z czystym sumieniem cieszyć się szczęściem J. i M. :((((( Zrób coś, żeby ona nie była problemem, prooooszę ^^
M. jak na razie jest strasznym wieśniakiem -_- Koleś przegina na maksa. Że niby wszystko mu się należy, bo jest zajebistym, wyjebanym w kosmos, idealnym M.Shadowsem? Ha, takiego wałka Panie Sanders! Wielkie brawa dla J. za jej podejście! Chociaż trochę nie rozumiem jej głupiej dumy, która kazała jej oddać mu pieniądze. W końcu dla dobra sprawy chce wynająć komuś brzuch...
Co do cholery V. robiła u mamy J.? Tak po prostu chciała ją poznać? No nie sondze... Skoro w następnym "ma się dziać" to czuję nosem ponowne spotkanie M. i J. Czyżby coś między nimi miało zaiskrzyć? CZEKAM!!!
Buziole, Pat :)
Brian jest tym inteligentnym, dojrzałym, porządnym mężczyzną :D I tak, będzie z Miszel ;) reszta, ciiiiii :3
UsuńJest zajebistym, wyjebanym w kosmos, idealnym M.Shadowsem.
UsuńOn po prostu taki jest PAT :*
Co nie zmie ia faktu, że faktycznie jest tutaj mega burakiem. Valary dalej nie lubię, dla zasady przeważnie, ale tutaj jej desperacja i pożal się pani Kareviku argumenty i zachowanie sprawiają, że nienawidzę jej z czystym sumieniem.
Po cichu licze na jakąś zmianę fabularną w stylu, J, będzie w ciąży ale bez próbówek i innych surogatkowych bzdur, a serio z Shadowsem. :)
Pierwsze spotkanie M i J do tęczowych nie należało więc jakie będzie kolejne?
Autentycznie czekam. Bo zawsze zaskakujesz.
Kasia, dobrze kombinujesz ;>
UsuńKolejne spotkanie? Przewiduje kłopoty ;)
TO JEST GENIALNE!!!!
OdpowiedzUsuńJESTEM ZAWSTYDZONA :3
Usuń