czwartek, 7 sierpnia 2014

6. Cyrograf z diabłem

    Nie umiałem opowiadać o sobie, nie o tym jaki byłem. Chciałem wzbudzić jej zaufanie, a mówienie o przygodnym seksie w trasie, alkoholu, który dawniej lał się strumieniami, a kreski na stole były zdecydowanie za duże. Miałem kłamać? To wychodziło jeszcze gorzej i z reguły obracała się przeciwko mnie. Dla zyskania chociaż odrobiny więcej czasu zaproponowałem jej piwo, niech się upije i nic nie pamięta z tej rozmowy, tak będzie dla niej lepiej. 

- Jeśli nie chcesz nie musisz mówić. - Powiedziała gdy podałem jej butelkę piwa. 

- Nie umiem o sobie opowiadać, trzymam się w szczelnym kręgu ludzi, tych samych od wielu, wielu lat. Nigdy im nie musiałem o niczym opowiadać, bo wszystko przeżywamy razem. Gdy poprosiłaś żebym coś powiedział o sobie, dotarło do mnie, że nigdy tego nie robiłem. Może ty powiedz mi coś o sobie. - Zaproponowałem i napiłem się piwa. Byłem ciekaw jaka jest. Bo na razie skrywała wszystko pod skorupą. 

- Nie jestem interesującą osobą, nie dokonałam w życiu niczego niezwykłego. 

- Jesteś przesadnie skromna - przerwałem jej - robisz więcej niż ci się wydaje. 

- To wszystko jest moja codziennością, opiekowanie się mama, praca, użeranie się ze światem.

- A co robisz dla siebie? 

- Śpiewam - odpowiedziała bez zastanowienia, a ja wróciłem myślami do chwili, gdy stała przy mikrofonie w barze. Ma głos, mogłaby nad nim popracować i wtedy byłoby idealnie. Mogłabym jej pomoc pomyślałem.

- Mam studio w domu, jeśli masz ochotę, możesz się tam pobawić . 

- Nie znam się na studyjnym sprzęcie, Jake to ogarnia. Nagrywa piosenki w studiu swojego kolegi. Ja nigdy nie byłam  w takim miejscu. Śpiewam tylko w barze, albo mamie w szpitalu, bardzo ją to uspokaja. 

- Chodź - wstałem, ona nigdzie się nie wybierała, wiec złapałem ją za rękę i ciągnąłem do studia. - Jakie utwory najbardziej lubisz? 

- Matt ja nie będę teraz śpiewać... - powiedziała krótko.

- Owszem będziesz - rozejrzała się po mojej samotni, tak najlepiej czułem się tu sam. Może dlatego ze najbliższa mi osoba miała raczej gdzieś proces tworzenia kawałków, wolała słuchać gotowego singla. A czasem nagranie trwało kilka tygodni. Nauczyłem się wiec przechodzić cały proces tworzenia sam, to nie tyczyło się chwil podczas nagrywania już konkretnego materiału z zespołem. Julia była nowością w moim życiu, sam siebie zaskoczyłem tym jak szybko jej zaufałem i chciałem jej pokazać kilka ważnych rzeczy, nauczyć ją czegoś, pomoc jej najlepiej jak umiałem. Może robiłem to dla siebie, dla połechtania mojego ego, zatuszowania tego jakim dupkiem byłem dla niej i kilku innych osób w moim życiu. 

- No już śpiewaj. Wiem, że potrafisz - ustawiłem ją przez mikrofonem, zniżyłem go. 

- Krępujesz mnie - mówiąc to wzięła słuchawki - dasz mi podkład jaki tylko będę chciała?

- Raczej mnie nie zaskoczysz, wal - przysunąłem się na krześle do kompa

- Gabrielle Aplin "Home" - powiedziała i ubrała słuchawki, znalazłem odpowiedni podkład i puściłem jej, od razu zamknęła oczy. Gdy zaczęła śpiewać poczułem się dziwnie spokojny, jej głos był melodyjny, ciepły, do dopracowania ale kolejny raz pomyślałem o tym, że można z niej zrobić kogoś ważnego w świecie muzyki.

- Zaśpiewaj jeszcze coś - powiedziałem gdy skończyła i bardzo żałowałem, że tak się stało.

- Wolałabym pójść położyć się spać, chociaż na godzinę, dochodzi 7 rano. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła tu wrócić.

- Możesz tu przychodzić nawet bez pytania. Racja, pora się położyć, kolorowych snów.

- Dziś będzie dominować czerwień. Matt... dziękuje, za to wszystko co zrobiłeś. - Podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek, spojrzałem jej w oczy, to był błąd. Wyszła ze studia, a mną targały tak dziwne emocje, że nie mogłem wytrzymać, ubrałem dresowe spodenki, koszulkę, adidasy, poszedłem biegać.

     ~~~

 Ten kto wpadł na pomysł dzwonienia do mnie, gdy jestem kompletnie nieprzytomna, powinien płonąć żywym ogniem już od chwili gdy wybrał mój numer i nacisnął "zadzwoń"

- Julia do cholery, dzwonię już któryś raz, gdzie ty jesteś. Wpadłem przed zamknięciem do baru zobaczyć jak się czujesz, a Meg powiedziała, że zemdlałaś i jakiś koleś w tatuażach odwiózł cię do domu. Pojechałem wiec do domu, a tam policyjne taśmy, sąsiadka mi powiedziała, że stało się coś strasznego i uciekła do domu. Przecież ja odchodzę od zmysłów dziewczyno.

- Jestem u Matta, zabrał mnie do siebie. - Wymamrotałam zaspana.

- Co się stało Julia, mów natychmiast, tobie nic nie jest?

- Jake, ktoś wczoraj zamordował mojego ojca - czułam, że łamie mi się głos. On nic nie mówił, słyszałam tylko jego oddech - Wiem to chujowa wiadomość - dodałam po chwili.

- Gdzie on mieszka? Ja już po ciebie jadę.

- Zaczekaj, ja nie wiem czy mogę ... poczekaj, proszę. Albo spotkajmy się za godzinę w szpitalu, jest późno a mnie jeszcze nie było u mamy, pewnie się martwi.

- Będę na ciebie czekać, poradzisz sobie?

- Tak spokojnie, nie jestem dzieckiem, ani wariatką. Do zobaczenia - rozłączyłam się, wyszłam z łóżka, gdy spojrzałam na zegarek okazało się, że nie spałam nawet godziny. Ubrałam dżinsy, szarą koszulkę na ramiączkach i czarną bluzę, do tego moje nieśmiertelne czarne vanasy. Wyszłam z pokoju, zajrzałam do salonu, na kanapie siedziała Val i jej lustrzane odbicie, przynajmniej jeśli chodzi o twarz. - Dzień dobry - spojrzały na mnie obie -  jadę do szpitala, wrócę po swoje rzeczy około 17:00, dobrze?

- Jak to po swoje rzeczy, Julia - Val zerwała się z kanapy i podeszła do mnie - Gdzie ty chcesz wracać, do domu, do ojca, który w całej tej sytuacji jakiej jesteście nie umie stworzyć ci bezpiecznego miejsca? Nie ma mowy, zostaniesz tutaj, powinniśmy też w końcu porozmawiać. - Jej słowa mnie zdziwiły, wczorajsza reakcja... dotyczyła zachowania mojego ojca, o którym powiedział jej Matt, wiec nie wiedziała co stało się na prawdę. Uspokoiło mnie to, bo nie ukrywam, że trochę miałam obawy co do niej. 

- Gdy przyjadę o 17:00 to porozmawiamy, teraz się spieszę.  Do widzenia - Val odprowadziła mnie do drzwi, nie spotkałam Matta, nie wiem gdzie był. Dom bez niego był inny, zimny.
   

     Wsiadłam do autobusu, zajęłam wolne miejsce i jechałam do szpitala zastanawiając się, jak mam udawać przed mamą, że nic się nie stało. Ciągle przed oczami miałam jego ciało, zakrwawione ubranie, nasz dom, jego oczy, które wołały "pomocy". Nie rozumiałam dlaczego ktoś musiał być, aż tak okrutny, czemu w ogóle to zrobił. Chyba do końca nie docierało do mnie to co się w ogóle stało. Jakbym stała obok, obserwowała wszystko, to było jak sen, jak koszmar. Nigdy nie zapomnę tego co tam widziałam. Wyszłam z autobusu i szłam w stronę szpitala, zamyślona, nieobecna, nie docierały do mnie bodźce z zewnątrz. Poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu, wystraszyłam się i odwróciłam nerwowo.

- Jake, przestraszyłeś mnie, nie rób tak.

- Przepraszam, wołałem cie, szedłem za tobą i krzyczałem, a ty nic - objął mnie, teraz mu pozwoliłam. - Jak się czujesz mała?

- Dobrze, nie wiem jak mi pójdzie ukrywanie tego przed mamą. Denerwuje się. Wszystko mi się wali, nie mam kasy, czas ucieka, tracę kolejny dzień, niedługo będzie już za późno na rozpoczynanie leczenia. Mojego ojca ktoś zabija w domu, Jake co się stało z moim życiem, dlaczego jest takie... kiedy ja w końcu zacznę żyć dla siebie, dla moich marzeń. - Poleciały mi łzy, wtedy przytulił mnie mocno, a ja wiedziałam, że nie muszę się bać bo mam go blisko.

- To wszystko się ułoży Julia, wiem to, wierze w to. Tak nie może być przez cały czas, to wszystko minie.

- Kiedy?

- Tego nie wiem, tak bardzo chciałbym, żebyś miała lepsze życie spokojne, w którym spełnisz swoje aspiracje. W którym nie będziesz ciągle martwiła się o innych.

- Pójdziesz ze mną do mamy? Nie wiem czy dam radę sama z nią być.  - Spojrzałam na niego, uśmiechał się czule. Też się uśmiechnęłam.

- Chodź mała.

   Weszliśmy do sali i poczułam prąd przechodzący przez całe moje ciało, autentycznie jakby ktoś podłączył mnie do gniazdka, łózko było puste, zaścielone równo. Poczułam jak miękną mi nogi, miałam wrażenie, że zaraz zemdleje, Jake mnie przytrzymał, posadził na krześle obok wejścia do sali. Podeszła do nas pielęgniarka.

- Proszę się nie martwić, pani mama pojechała na badania, wróci za około 20 minut.

- Dziękuje - wyszeptałam i schowałam twarz w dłonie, tama puściła, strach o to, że już ją straciłam był tak wielki... płakałam jak dziecko, szlochałam.

   Dopiero gdy zobaczyłam ją całą, mogłam jej dotknąć, czułam jej ciepło, widziałam jej uśmiech. Dopiero wtedy się uspokoiłam. Moja mama była dziś nieobecna, potem dowiedziałam się dlaczego. Lekarz dał mi kolejną porcję informacji dotyczącą stanu jej zdrowia, było źle. Jeśli miała jakieś szanse, to tylko wtedy gdy leczenie zostanie wdrążone w przeciągu przyszłych dwóch tygodni. Potem nie ma sensu zaczynać i tracić pieniędzy, bo nie będzie dla niej szansy. Jake długo nalegał, żebym wzięła tylko swoje rzeczy i wróciła do niego, że coś się ogarnie i damy rade. Wiedziałam, że próbuje mnie tylko uspokoić, bo nie miał żadnego planu jak mi pomóc. Nic co sprawiłoby, że te pieniądze niemal spadną mi z jebanego nieba. Teraz byłam zdecydowana jak jeszcze nigdy, by sprzedać siebie, żeby mieć pewność, że robiłam absolutnie wszystko, by uratować moja mamę. Zadzwoniłam do drzwi.

- Julia, dobrze, że jesteś - Matt przepuścił mnie w drzwiach i zaprowadził do salonu, siedział tam z nimi jakiś mężczyzna. - To jest pan Harry Evans, lekarz ginekolog, rozmawialiśmy właśnie o całej procedurze in vitro. Przyszłaś w samą porę.

- Dzień dobry - usiadłam na kanapie. - Myślałam, że najpierw omówimy warunki, jakaś umowa, czy coś - byłam zdezorientowana, czułam się przyciśnięta do muru. Miałam wrażenie, że ten facet zapłodni mnie tu i teraz na kanapie. To wszystko było tak dziwne.

- Spokojnie dojdziemy i do tego - powiedziała Val i poprosiła by lekarz kontynuował swój wykład o sztucznym zapładnianiu. Nie ukrywam, że od nadmiaru wrażeń w ostatnim czasie, ostatnie czego mi brakowało, to wiedzieć jak dokładnie zrobią mi dziecko.

   Zostałam z nimi sam na sam, Val nalała nam wina. Powiedziałam czego od nich oczekuje, co daje w zamian jest oczywiste. Zaznaczyłam, że część pieniędzy potrzebuje na już. Dali mi do przeczytania umowę jaką chcieli ze mną podpisać, nie miała ona mocy prawnej, jednak miała mi zobrazować ich oczekiwania względem mnie. Chodziło głównie o moje bezpieczeństwo i spokój, żeby dziecko rozwijało się prawidłowo. Siedziałam pół nocy nad kilkustronicową umową a głowa pulsowała coraz bardziej, miałam wrażenie, że zaraz mi ją rozsadzi. Zasnęłam nawet nie wiem kiedy. Gdy otworzyłam oczy, byłam przykryta, a na szafce nocnej stał kubek z herbatą. Wzięłam go, do drugiej ręki papiery i wyszłam z pokoju. Przy stole w kuchni siedział Matt, rozmawiał z kimś przez telefon ale pokazał, żebym weszła, usiadłam naprzeciwko niego, sięgnęłam po długopis który leżał przy jego notatniku i podpisałam umowę...

14 komentarzy:

  1. PODPISAŁA UMOWĘ I CO TERAZ BĘDZIE :OOOOOOOOOO

    "Nie umiem o sobie opowiadać, trzymam się w szczelnym kręgu ludzi, tych samych od wielu, wielu lat. Nigdy im nie musiałem o niczym opowiadać, bo wszystko przeżywamy razem." ---> to takie prawdziwe. Oni serio trzymają się siebie od dzieciństwa. Ciężko jest się pewnie przebić przez ich mur.

    Ale wracając do opo. Nucham nosem, że J. ma coś do J. Grrr nienawidzę tego -_- Jake do Julii w sensie. I wiesz co? On wydaje się naprawdę spoko kolesiem! Oczywiście nie tak jak Matt... chociaż dupa. Jest lepszy niż M.! Bo ja już wybiegam na przód z myślą, że kiedyś tam M. będzie kochany, wspaniały i do rany przyłóż. To jest opo i jak na razie to on jest dupkiem. Może trochę sie poprawił, ale Pat tak łatwo nie zapomina... Mam nadzieję, że Jake napsuje trochę krwi Sandersowi :D

    Najsłodszy fragment kiedy M. pokazywał J. swoją samotnię *O* Mają ze sobą tyle wspólnego, ale z drugiej strony, każde z nich nosi w sobie dużo bólu. A pewnie wiele jeszcze przed nimi. So sad :(

    I kurde podpisała umowę!!! To było takie nagłe. Ale biorąc pod uwagę stan zdrowia jej mamy... Mam nadzieję, że poświęcenie J. nie pójdzie na marne i jej mama z tego wyjdzie.

    Czekam na więcej!!! Teraz już sama akcja, więc nie ma zawiasów. Musimy ustalić jakąś umowę. Wiesz, Ty dodajesz to ja dodaję na drugi dzień. Dobre nie? :D
    Buziole, Pat :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpisuję z tobą umowę! :D (składam podpis)

      Jake ma chrapkę na Julie? ;> kto wie czy go dzida nie swędzi ;> hyhyhy
      Matt+Julia nie równa się WNM :<<<<

      Usuń
  2. "Matt+Julia nie równa się WNM :<<<< " jak to nie?????? :(((((((
    Ok to umowa. Ale czaisz, że teraz od Ciebie będzie zależała częstotliwość moich rozdziałów? :D :D :D
    To niech J. go podrapie, skoro M. zgrywa takiego świętego -_- Jestem okropna *_*

    OdpowiedzUsuń
  3. oooo w końcu!
    tak czekałam na ten rozdział, nikt nic nowego nie dodawał a ja sama nie mam weny
    bardzo mi się podoba w jaki sposób opisałaś emocje Matta jak i Julii. Czyżby Shadows? niiieeee, nie mógł się dać zauroczyć, przecież to przykładny i oddany mąż :D
    No to teraz nie ma wyjścia, musi im urodzić małego bobasa...
    Doszły mnie plotki, że nie będzie zapłodniona in vitro tylko w tradycyjny sposób...
    Czyżby to była prawda?
    aach jak mnie ciekawi co dalej się będzie działo...
    pisz pisz, bo masz dla kogo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "pisz pisz, bo masz dla kogo" <3 dzięki.

      Zapłodnienie w tradycyjny sposób? Kto rozpuszcza takie ploty, ja jej dam! ;x

      Usuń
  4. i sie zacznie ;> kiedy zapłodni ją matt?:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Doczekałam się :)

    Teraz czekamy na zapłodnienie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie in vitro? Niech na spontana zrobi bejbuśka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie po bożemu, ja wam mówię, nie wrobicie Juli w seksy z tym człowiekiem ;D

      Usuń
  7. Mam nadzieję, że o żadnym sztucznym zapłodniemu nie będzie mowy. Matt ma jej strzelić gola. Koniecznie.

    OdpowiedzUsuń